Strony

środa, 2 listopada 2005

Wrogowie

Od paru dni podejrzliwie rozglądam się po mieszkaniu, jakbym zamieszkała nagle pośród wrogów, czyhających na chwilę mojej nieostrożności. Z trwogą patrzę na żelazko, suszarkę do włosów, świeżo zaparzoną kawę, wijące się wokół komputera kable, wszelkie rogi i kanty... Kontakty, chociaż zablokowane, śmieją się ze mnie ironicznie i tylko czekają, epatując grozą.

Był sobotni ranek. Mąż ścielił łóżko, Danusia bawiła się tuż obok. Ja stałam tyłem, widząc tę scenę w lustrze. Byłam pewna, że Jarek widzi małą, ale nagle dostrzegłam kątem oka, że opuszcza klapę ciężkiej sofy wprost na szyję Danusi, której główka pochylona była nad pudłem na pościel. Zaczęłam krzyczeć i Jarek w ostatniej chwili przytrzymał opadającą klapę, tak że tylko lekko uderzyła Danę w kark. I nie wiem, czy cudem uniknęliśmy nieszczęścia, czy tylko wyolbrzymiam i nic złego by się nie stało. Przez cały czas mam tę scenę przed oczami i myślę, że niewiele brakowało i bylibyśmy teraz z małą w szpitalu...

Miałam o tym nie pisać, bo nie jest to scena, którą chce się utrwalić. Ale męczę się wciąż o tym myśląc i wierzę w terapeutyczną siłę bloga. Wierzę, że jak już nie raz pomożecie mi się uporać z problemem. Nic by się nie stało, prawda? Nic... a może...

Nie jesteśmy w stanie pilnować dziecka przez cały czas. Możemy starać się zapewnić mu jak najbezpieczniejsze otoczenie... Ale z pozoru bezpieczne przedmioty okazują się wręcz zabójcze. Podam Wam przykład Łukasza, którego znam z opowiadań. Osiem lat temu mocował się z bratem, który tak nieszczęśliwie go odepchnął, że uderzył głową w kant stołu tuż nad uchem. Po miesiącach śpiączki obudził się całkowicie sparaliżowany. Dzięki rehabilitacji obecnie może się poruszać na wózku. Świetnie sobie radzi, jest wspaniałym młodym człowiekiem. Czy ktoś był w stanie zapobiec temu wypadkowi? Wciąż poruszamy się na skraju życia i koszmaru i tylko dobry Anioł Stróż jest w stanie nas ochronić...

Mój najstarszy brat Bogdan miał 1,5 roku. Mama karmiła kolejne dziecko - malutkiego Piotrusia, a Bogdan bawił się w drugim pokoju. Nagle mamę coś tknęło, weszła do pokoju - dziecka nie ma. Patrzy, a Boguś stoi na parapecie po zewnętrznej stronie okna! Nie pamiętam, które piętro to było, w każdym razie wysoko. Z duszą na ramieniu mama podeszła do okna i zawołała synka, siląc się na spokój, żeby go nie przestraszyć. Po chwili był już w jej ramionach. Nie potrafię wyobrazić sobie tego przerażenia ani tej ulgi. W tym momencie mama zrobiła to, co i ja bym zrobiła po tak ciężkim przejściu - spakowała rzeczy swoje i dzieci i pojechała do swojej matki, odzyskać spokój, na ile to możliwe. Słyszałam tę historię tysiąc razy i za każdym razem budzi we mnie tak samo silne emocje.

Jeżeli ktoś z Was chce pomóc Łukaszowi, dodałam link po lewej stronie w kategorii "Dobry uczynek" (Łukasz Paulo).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...