Strony

czwartek, 24 listopada 2005

Głuchy telefon

Siedzimy sobie z moją szwagierką Ewą w pokoju dziecinnym i powolutku sączymy sobie likier figowy z lodem. Dzieci włażą nam na głowę, ale i tak jest milutko. Dopijamy to, co mamy w szklankach, ale jestem tak rozleniwiona, że nie chce mi się wstać i iść po butelkę do drugiego pokoju. Wołam więc Stasia:

- Stasiu, jesteś moim kochanym pomocnikiem?
- Tak, jestem twoim robotem-pomagaczem!
- A mogę Cię o coś prosić? Idź do tatusia i zapytaj, czy zostało jeszcze trochę likierku.
- Dobrze, mamusiu!

Staś idzie do taty, a ja wychylam się, żeby podsłuchać, jak wiernie uda się Stasiowi przekazać moją prośbę.

- Tatusiu, mama pyta czy są jeszcze jakieś iskierki?

Nie zawiodłam się na swoim synku! Obie z Ewą turlamy się ze śmiechu.
Mąż przychodzi do nas z butelką.

- Kochanie, a zostało jeszcze trochę lodu?
- Nie - odpowiada mój mąż.

Hmm... Dziwne. Zużyliśmy już cały zapas?
Likier figowy bez lodu smakuje... tak sobie. Wiedziona podejrzeniem zmierzam do lodówki. Oczywiście znajduję jeszcze parę kostek, po które mojemu mężowi nie chciało się iść do lodówki. Biorę ten lód, po cichu idę do pokoju i przykładam go mężowi do karku.

- Auuu! Co ty robisz?
- Kochanie, ten lód przecież nie istnieje. Jak więc możesz coś czuć?
- Już się upiłaś?!

Może trochę... Grunt, że na wesoło!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...