Strony

środa, 19 marca 2014

Ciasteczka owsiane

Dzisiejszy wpis sponsorują ciasteczka owsiane, którymi po prostu muszę się z Wami podzielić!

Upiekłam je w niedzielę (na własną zgubę!) w efekcie poszukiwania przepisu na "coś zdrowego". Pracy przy nich naprawdę nie ma zbyt wiele, jedynie warowanie przy piekarniku zajmuje trochę czasu. Są niezbyt słodkie (dodałam tylko pół szklanki cukru), za to obłędnie smaczne! Na dowód tego, rodzina pochłonęła je błyskawicznie, zresztą i ja nie pozostałam na nie obojętna.

Od tej pory słyszę wciąż "Mamo, upieczemy dziś te owsiaczki?" Dziś pod wieczór poddałam się i upiekłam, przy ogromnej pomocy Danusi, która sama przygotowała ciasto i uformowała kuleczki.

W domu nadal pachnie ciastkami, chociaż po owsiaczkach zostały zaledwie okruchy. Przewiduję od jutra nawrót marudzenia i błagania o ciasteczka.

Rodzino, zlituj się nade mną, piec mogę w sobotę i niedzielę, a w dni powszednie dajcie mi odetchnąć, dobra? ;)

PS. Staś proponuje nazwać je "Jureczki" na cześć Jurka O.

W piekarniku wyglądały jak rozżarzone węgielki

A to już jedynie wspomnienie...



niedziela, 16 marca 2014

Dziedziczny pierścionek

Podczas sprzątania starych szpargałów, znalazłam pierścionek i podarowałam go Danusi. Aż promieniała z radości.

- Mamusiu, jak będę kiedyś miała córeczkę, to jej go dam i powiem, że dostałam go kiedyś od swojej mamy! A ona kiedyś da go swojej córce i tak dalej.

Po chwili zastanowienia.

- A jeśli będę miała synka, to on go da swojej żonie. 


Jak to fajnie zrobić porządki w starych szpargałach. Całą rodzinną historię tam wygrzebałam.

wtorek, 11 marca 2014

Biegiem przez wiosnę



Zaczęło się w ubiegłą sobotę. Nauczyciele w-f w naszej szkole postanowili zaktywizować dzieci i poświęcili swój czas wolny na bieganie z chętnymi dzieciakami po pobliskim lesie. Emilkę niełatwo było mi namówić. Bała się, że nie da sobie rady. Przekonała ją dopiero moja obietnica, że w razie potrzeby wsiądę na rower i odbiorę ją wcześniej. Jak się jednak okazało, wyprawa to był strzał w dziesiątkę! Dziewczynki wróciły roześmiane i pełne energii. Aż im pozazdrościłam. Pogoda piękna, wręcz chce się rozruszać ciało zastałe po zimie, odetchnąć świeżym powietrzem i złapać pierwsze promienie słońca.

Zresztą już od dawna miałam ochotę zacząć biegać, a szczególnie odkąd przeczytałam "Ciemno, prawie noc" Joany Bator. Ta książka to bardzo sugestywna pochwała biegania, przedstawione jako lekarstwo na wszystko. Jest taki motyw, gdy główna bohaterka, nie widząc sensu dalszej egzystencji, zamierza skończyć ze sobą, ale zamiast tego zaczyna biec. Biegnie, nabierając siły i wiary w swoje możliwości. I równocześnie zaczyna nowe życie - silniejsza, bardziej pewna siebie, świadoma swego celu. Może w moim przekazie brzmi to banalnie, ale podczas lektury stanowiło pełen otuchy przekaz, że czasem wystarczy zmienić jedną rzecz w życiu, by nabrało ono sensu.

Wydawałoby się - nic prostszego niż założyć buty i pobiec. Mimo wszystko ten pierwszy krok to jakiś przełom. Trzeba przestać szukać wymówek i się ruszyć. Gdyby nie moje córki, nie byłoby tak łatwo, to dzięki nim udało mi się zmotywować. W towarzystwie zawsze raźniej, a poza tym ludzie patrzą na naszą trójkę z dużą sympatią. Pewnie w ich oczach wygląda to tak, że mama poświęca się, biegając z maluchami, podczas gdy w rzeczywistości to dziewczyny są dla mnie wsparciem.

Wczoraj biegałyśmy pierwszy raz, a dziś wstałyśmy o 6 rano, by pobiegać przed szkołą i pracą. Na razie robimy nieduże kółka o długości 1  km, ale mamy zamiar co dzień trochę zwiększać dystans. I to nie wytrzymałość dziewczynek jest problemem, a moja zaniedbana kondycja. Po pierwszym biegu odkryłam dawno nieużywane obszary moich płuc, które były mocno zaskoczone dopływem tlenu, ale skoro już się obudziły, powinno być łatwiej.


Dziś bolą mnie łydki, ale to całkiem przyjemny ból. Dziewczyny oczywiście nie mają pojęcia, co to są zakwasy. Trzymajcie kciuki za nas, abyśmy dzielnie wytrwały w mobilizacji, chociaż brzydka pogoda to dopiero będzie wyzwanie.

piątek, 28 lutego 2014

Ostatki przed filcem

- Mamo, a pani na religii powiedziała, że jest Filcowy Piątek i nie można jeść mięsa - uświadomiła mnie Emilka w drodze do domu.
- Jaki piątek???
- Filcowy... - odpowiedziała niepewnie.

Zajęło mi trzy godziny, zanim trybiki w mojej głowie zaskoczyły i zrozumiałam, że Filcowy Piątek to w rzeczywistości Popielcowa Środa. No jasne!




sobota, 22 lutego 2014

12 lat!

12 lat temu, podczas pamiętnego meczu hokejowego Rosja - USA, podczas półfinału na Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City, przyszedł na świat mój kochany syn Staś.

To już poważny wiek... Ciekawe, czy na kolejne urodziny również zażyczy sobie klocki LEGO?

Kochany Stasiu, życzymy Ci dużo szczęścia! Wspaniałych przyjaciół, mądrych decyzji, dużo zabawy i słonecznej pogody!



Jednocześnie naszemu blogowi stuknął pięćsetny post! To nawet dobrze się składa, skoro to Staś był inspiracją do jego powstania. I bardzo dobrze się stało, bo dzięki temu mam wspaniałe narzędzie do podróży w przeszłość. Życzę sobie kolejnych 500 postów, albo i jeszcze więcej...

czwartek, 20 lutego 2014

Czym pachnie miłość?


Przytulam się do Emilki przed snem i wdycham upajający zapach mojego dziecka.

- Ładnie pachniesz, Emilko.
- Ty też ładnie pachniesz, mamusiu, i twoja miłość też!
- A czym pachnie miłość? - pytam zaciekawiona.
- Więc tak... Miłość pachnie łąką i kwiatkami. I innymi miłymi rzeczami.
- Na przykład czym?
- No... tostem i kakao.

Pełny brzuszek, ciepło i miłość. Znakomicie to wymyśliła :)

sobota, 15 lutego 2014

Siłaczka


Danusia bardzo dużo trenuje. Chodzi na zajęcia cyrkowe, taniec i lekkoatletykę. W wolnym czasie staje na rękach lub robi gwiazdy, szpagaty i inne akrobacje. Wskutek tego jest silna jak mały niedźwiadek, z pewnością silniejsza ode mnie. Już stało się normą, że to moja 9-letnia córka otwiera słoiki i butelki, z którymi nie mogę sobie poradzić.

Dziś próbowałam odkręcić miotłę od trzonka, żeby wymienić ją na mopa, ale mimo wysiłków nie dałam sobie z tym rady. Danusia zaś na luzie odkręciła miotłę i wręczyła mi odkręcony trzonek.

- Danusiu, dziękuję, już myślałam, że będę musiała prosić sąsiada!
- Ależ mamo, od tego masz rodzinę - odparła Danusia.

I całe szczęście!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...