Mieszkańcom Torunia nie trzeba Barbarki reklamować - świetne miejsce do rekreacji dla dzieci i dorosłych. Dziś po raz pierwszy skorzystaliśmy z zimowej formy wypoczynku i jesteśmy bardzo zadowoleni :)
Staś niestety musiał zostać w domu, bo jest trochę przeziębiony i ominęło go mnóstwo atrakcji.
Ledwo dojechaliśmy, dziewczynki pognały na plac zabaw, gdzie zazwyczaj bawią się latem. Nie dały sobie wytłumaczyć, że to zabawa na cieplejsze dni. No i chyba miały rację, bo radości było co nie miara.
Kolejnym punktem programu był kulig. Trzeba było trochę poczekać w kolejce, bo chętnych było dużo więcej, niż miejsc, no i kto miał silniejsze łokcie, ten więcej pojeździł. Ale w końcu każdy przejechał się choć raz.
W tym czasie Tata postanowił przetestować, co to takiego te narty biegowe. Przepadł na dwie godziny :)
Ale to nie koniec atrakcji! Zmarznięci mogli ogrzać się przy ognisku i upiec sobie kiełbaskę.
I to by było na tyle :)
Mówią na nas Ladorusie. Jak się pewnie domyślacie, pochodzi to od naszego nazwiska. Ladorusie mieszkają w Toruniu, najpiękniej pachnącym mieście w Polsce.
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Trzech Króli
Wczoraj do Torunia wróciła zima. Napadało sporo śniegu i wszystko wygląda odświętnie. Niestety nie zanosi się, by została na dłużej, bo temperatura oscyluje w okolicach zera. Czyli idealne warunki by ulepić bałwanka! Oczy i guziki zrobione były z orzechów, nos standardowo marchewkowy, szalik pożyczony od Stasia, a pudełko po ciastkach z Biedronki robiło za kapelusz.
Dzieci bardzo się napracowały, nie zastanawiając się na ulotnością swego wysiłku. Trochę jak mnisi, tworzący mandalę, no nie? ;) Faktycznie, nie zdążyliśmy zjeść obiadu, nim bałwanek runął w gruzy.
W tym roku kolej Danusi na podpisanie naszych drzwi:
W ubiegłym roku był to Staś:
A za rok kolej Emilki.
Po obiedzie wybraliśmy się na starówkę na spacer i paradę z okazji świeta Trzech Króli.
Po paradzie rozgrzaliśmy się w naszej ulubionej kawiarni. Dzieci "rozgrzewały" się lodami ;)
To była bardzo udana niedziela. Dzieci były wyjątkowo grzeczne i zgodne. Oby to była zapowiedź całego zgodnego roku :)
Dzieci bardzo się napracowały, nie zastanawiając się na ulotnością swego wysiłku. Trochę jak mnisi, tworzący mandalę, no nie? ;) Faktycznie, nie zdążyliśmy zjeść obiadu, nim bałwanek runął w gruzy.
W tym roku kolej Danusi na podpisanie naszych drzwi:
W ubiegłym roku był to Staś:
A za rok kolej Emilki.
Po obiedzie wybraliśmy się na starówkę na spacer i paradę z okazji świeta Trzech Króli.
| Największa choinka w Toruniu |
![]() |
| Zimowe niedźwiadki |
![]() |
| Staś pokazuje goły brzuch ;) |
![]() |
| Słoń Melchiora... a może Baltazara? |
| Danusia demonstruje ręce zgrabiałe z zimna |
poniedziałek, 12 lutego 2007
Za gorąco?
Zima stanowczo za bardzo mnie rozpieściła.
Przyzwyczaiłam się, że nawet, jeśli za oknem biało, to i tak jest
ciepło. A dziś niespodzianka.
Po godzinie ubierania, zatykania szpar w warstwie ubrań i opatulania w końcu udało się nam wyjść całą rodziną na spacer. Z trudem powstrzymałam się przed powrotem do domu zaraz po wyjściu z klatki schodowej, gdy ogarnął mnie pierwszy podmuch wiatru. Nie wypadało, więc ruszyliśmy dziarsko na pobliską górkę, nabierając pięknych kolorków na twarzy. Jakieś 15 minut później mój mąż zarządził powrót, z czym reszta zgodziła się bez zastrzeżeń i z niejaką ulgą.
W drodze do domu Staś powiedział:
- Mamusiu, jak tylko wrócimy do domu, to zrób nam kakao dla ochłody, dobrze?
Niektórych jak widać zima się nie ima :)
Po godzinie ubierania, zatykania szpar w warstwie ubrań i opatulania w końcu udało się nam wyjść całą rodziną na spacer. Z trudem powstrzymałam się przed powrotem do domu zaraz po wyjściu z klatki schodowej, gdy ogarnął mnie pierwszy podmuch wiatru. Nie wypadało, więc ruszyliśmy dziarsko na pobliską górkę, nabierając pięknych kolorków na twarzy. Jakieś 15 minut później mój mąż zarządził powrót, z czym reszta zgodziła się bez zastrzeżeń i z niejaką ulgą.
W drodze do domu Staś powiedział:
- Mamusiu, jak tylko wrócimy do domu, to zrób nam kakao dla ochłody, dobrze?
Niektórych jak widać zima się nie ima :)
środa, 15 marca 2006
6 dni?
Gdy wstawiłam na bloga wiosenną ramkę i zaczęłam
odliczać dni do wiosny, było ich wtedy 42. Zmniejszająca się liczba dni
miała dać Wam i mi nadzieję, że wkrótce zima się skończy. Tak naprawdę
wierzyłam, że śnieg i mróz znikną znacznie wcześniej, może z końcem
lutego. A dziś na kalendarzu mamy połowę marca, na dworze świeżutki
śnieg i co rano skrzybanie samochodu. O ile 30 dni dawało jeszcze
nadzieję na wiosnę, to przy aktualnej aurze 6 dni tej nadziei chyba już
nie daje.
Czuję się jakbym nie dotrzymała swoich przedwyborczych obietnic... Wiosno, robisz ze mnie oszustkę!
Znów mi się oberwało od Stasia za chodzenie po kałużach... Ten mój synek już zupełnie nie ma do mnie cierpliwości! W dodatku kozaki mi się doszczętnie rozkleiły i od dziś brnę przez śnieg w półbutach. Chyba posunę się do ostateczności i chociaż brzydzę się przemocą, pójdę utopić Marzannę.
Czuję się jakbym nie dotrzymała swoich przedwyborczych obietnic... Wiosno, robisz ze mnie oszustkę!
Znów mi się oberwało od Stasia za chodzenie po kałużach... Ten mój synek już zupełnie nie ma do mnie cierpliwości! W dodatku kozaki mi się doszczętnie rozkleiły i od dziś brnę przez śnieg w półbutach. Chyba posunę się do ostateczności i chociaż brzydzę się przemocą, pójdę utopić Marzannę.
środa, 8 lutego 2006
42 dni do wiosny
Wczoraj w radio powiedzieli, że zostały 43 dni do
wiosny kalendarzowej, więc zakładam, optymistycznie, że dziś zostało już
tylko 42 dni. Dużo to, czy mało? Zależy, jak na to spojrzeć. Bo
zasadniczo, 43 dni zimy to bardzo długo, ale zgadzam się to przeczekać,
byle by nie okazało się, że wiosna ma gdzieś kalendarz i przyjdzie w
kwietniu. A po cichu liczę na to, że marzec to już wiosna, powietrze
inaczej pachnie, przebiśniegi gdzieś tam się przebijają... Więc byle
doczekać do końca lutego.
Z jesienną depresją walczyłam z powodzeniem, ale zimowa chyba mnie dopadła... Nie mam na nic siły, w domu tylko przekładam rzeczy z kąta w kąt, nie mogąc się zmobilizować do systematycznego działania. A muszę się sprężyć, bo już niedługo impreza z okazji Stasiowych urodzin, bagatela na 20 osób. Przy okazji, jeśli ktoś chciałby mnie zainspirować jakimś efektownym, a niezbyt pracochłonnym przepisem na mięsa czy sałatki, to będę bardzo wdzięczna.
Miałam więc pisać o mojej galopującej depresji, ale przeczytałam Wasze komentarze pod Stasiowym obrazkiem i już nie potrafię się dołować... Dziękuję Wam pięknie i w nagrodę oszczędzę opisów moich rozterek duchowych. Zamiast tego napiszę, co nie pozwala mi zagłębić się w otchłań Wielkiego Kanionu:
- najśmieszniejszy widok na świecie, czyli nagusieńka Danuśka, próbująca sobie sama "naprukać" na brzuszek (jak to obrazowo określić... chodzi o gwałtowne wypuszczanie powietrza z ustami przyciśniętymi do skóry, co powoduje łaskotanie i charakterystyczne odgłosy, wiecie o co chodzi?)
- Staś, na jednym wdechu mówiący: "Mamusiu, kochasz mnie jeszcze i czy masz jeszcze pieniążki?"
- mój mąż, marzący o tym, żebyśmy mieli trochę czasu dla siebie "...chociażby żeby zrobić razem zakupy"
- a tak naprawdę to trzymam się głównie dzięki Wam. I dziękuję za to. I miło mi, że tyle osób na ten blog głosuje. Dochodzą mnie słuchy, że niektórzy głosują całymi rodzinami albo mobilizują koleżanki z biura :). Trochę skomplikowane to głosowanie, tym bardziej Wam dziękuję i myślę o Was bardzo ciepło :-***
PS. Jeśli zagląda tu nadal Wieczna Pesymistka, to dziękuję za to, co napisała :)
Z jesienną depresją walczyłam z powodzeniem, ale zimowa chyba mnie dopadła... Nie mam na nic siły, w domu tylko przekładam rzeczy z kąta w kąt, nie mogąc się zmobilizować do systematycznego działania. A muszę się sprężyć, bo już niedługo impreza z okazji Stasiowych urodzin, bagatela na 20 osób. Przy okazji, jeśli ktoś chciałby mnie zainspirować jakimś efektownym, a niezbyt pracochłonnym przepisem na mięsa czy sałatki, to będę bardzo wdzięczna.
Miałam więc pisać o mojej galopującej depresji, ale przeczytałam Wasze komentarze pod Stasiowym obrazkiem i już nie potrafię się dołować... Dziękuję Wam pięknie i w nagrodę oszczędzę opisów moich rozterek duchowych. Zamiast tego napiszę, co nie pozwala mi zagłębić się w otchłań Wielkiego Kanionu:
- najśmieszniejszy widok na świecie, czyli nagusieńka Danuśka, próbująca sobie sama "naprukać" na brzuszek (jak to obrazowo określić... chodzi o gwałtowne wypuszczanie powietrza z ustami przyciśniętymi do skóry, co powoduje łaskotanie i charakterystyczne odgłosy, wiecie o co chodzi?)
- Staś, na jednym wdechu mówiący: "Mamusiu, kochasz mnie jeszcze i czy masz jeszcze pieniążki?"
- mój mąż, marzący o tym, żebyśmy mieli trochę czasu dla siebie "...chociażby żeby zrobić razem zakupy"
- a tak naprawdę to trzymam się głównie dzięki Wam. I dziękuję za to. I miło mi, że tyle osób na ten blog głosuje. Dochodzą mnie słuchy, że niektórzy głosują całymi rodzinami albo mobilizują koleżanki z biura :). Trochę skomplikowane to głosowanie, tym bardziej Wam dziękuję i myślę o Was bardzo ciepło :-***
PS. Jeśli zagląda tu nadal Wieczna Pesymistka, to dziękuję za to, co napisała :)
piątek, 20 stycznia 2006
Zdobyliśmy Biegun Północny!
Mój mąż pojechał na szkolenie na Mazury.
Moim zdaniem organizowanie szkoleń (w dużej części polegających na
rozrywce) zimową porą to perfidne utrudnianie życia żonom, pozostawionym
w domu bez samochodu, przy iście syberyjskich temperaturach
zewnętrznych. Nie wspomnę już o dzieciach, otulonych w liczne warstwy
odzieży, zmuszonych do pieszej wędrówki do miejsca dziennej
przechowalni. Dziwne, ale latem droga do żłobka, przedszkola i pracy
jest znacznie krótsza, niż dziś. Moje dzieci po bohatersku zniosły tę
poranną wędrówkę. Po pozostawieniu Danuśki w żłobku, drogę do
przedszkola pokonaliśmy biegiem, ścigając się, kto będzie pierwszy.
Oczywiście Stasia krótkie nóżki szybko się zmęczyły i spory kawałek
musiałam go nieść, ale najważniejsze, że rozbawiony nie myślał o mrozie.
Do pracy dotarłam skostniała, z soplami zwisającymi z rzęs i ze
zlodowaciałą pupą, która do tej pory nie odtajała.
Chyba wezmę urlop, zadekuję się z dziećmi w domku i nie wyjdę do wiosny. Żywić się będziemy pizzą na telefon, a Discovery nakręci o nas film w stylu "Supersize me"*.

Chyba wezmę urlop, zadekuję się z dziećmi w domku i nie wyjdę do wiosny. Żywić się będziemy pizzą na telefon, a Discovery nakręci o nas film w stylu "Supersize me"*.
A oto jedyna, możliwa do zaakceptowania forma sportów zimowych:
* "Supersize me" to film o facecie, który przez miesiąc żywił się tylko w McDonalds.
czwartek, 12 stycznia 2006
Wiosna idzie, jeże wypuszczają liście!
Jako
że mój ulubiony kwiatek nie wytrzymał rozłąki z nami i na przełomie
roku poprostu usechł z tęsknoty, postanowiłam, że będę hodować jeża,
który jest bardzo mało wymagającym stworem (jeszcze nie zdecydowałam,
czy uznam go za zwierzaka, czy za roślinkę).
Jednocześnie cofam wszystkie dobre słowa na temat zimy. A to dlatego, że dziś w nocy spadł marznący deszcz, a następnie na nowo przymroziło, wskutek czego nasz samochód rankiem trzeba było odkuwać za pomocą kilofa i zestawu dłut. Teraz pewnie znów się ociepli i do domu będę wracać, brnąc przez szarą, rozdyźdaną breję.
I jak mantrę powtarzam słowa piosenki VooVoo:
Myślę sobie że
ta zima kiedyś musi minąć...
Jednocześnie cofam wszystkie dobre słowa na temat zimy. A to dlatego, że dziś w nocy spadł marznący deszcz, a następnie na nowo przymroziło, wskutek czego nasz samochód rankiem trzeba było odkuwać za pomocą kilofa i zestawu dłut. Teraz pewnie znów się ociepli i do domu będę wracać, brnąc przez szarą, rozdyźdaną breję.
I jak mantrę powtarzam słowa piosenki VooVoo:
Myślę sobie że
ta zima kiedyś musi minąć...
wtorek, 10 stycznia 2006
Idzie ku dobremu
Wczoraj po wyjściu z pracy, kilkakrotnie
sprawdziłam, która jest godzina, gdyż miałam wrażenie, że wyszłam o
godzinę za wcześnie. Ostatnio zawsze wychodziłam w mrok, rozświetlany z
lekka lampami ulicznymi. Czy to możliwe, by po zakończeniu pracy było
jeszcze tak jasno i słonecznie?
Pomimo mrozu postanowiłam przejść się pieszo, nałykać się na zapas świeżego powietrza. Byłam ciepło ubrana - puchowa kurtka a'la ludzik Michelina, czapka, szal i rękawiczki. Śmieszna sprawa - jeszcze parę lat temu nikt by mnie nie zmusił, bym wyszła z domu w czapce, nie mówiąc już o puchowej kurtce. Teraz myślę sobie, czy czyjekolwiek krzywe spojrzenie warte jest tego, by trząść się z zimna? Ot jak z wiekiem zmieniają się priorytety. A ludzkie spojrzenia i tak nie wyrażają nic poza obojętnością...
Dotarłam do przedszkola moją ulubioną, z lekka okrężną drogą. Moje samopoczucie psychiczne i fizyczne poprawiło się o kilkanaście punktów procentowych. To wszystko dzięki słońcu, którego brak tak mocno ostatnio dawał się we znaki. Odebrałam Stasia - i kolejna miła niespodzianka. Nie musiałam ciągnąć go na siłę, przy wtórze marudzenia, a nierzadko i szlochów. Dla odmiany Staś maszerował dziarsko obok mnie, konwersując z księżycem, który wcześnie pojawił się na niebie. Księżyc został zaproszony do naszego mieszkania, żeby tam zrobić siusiu i napić się gorącego kakao na rozgrzewkę. Wyobraźnia dziecięca chodzi niepojętymi drogami...
Ze żłobka wyszliśmy już w półmrok i światło lamp, ale nadal w dobrym humorze. Danuśka podśpiewywała sobie pod nosem, a Staś zapraszał do nas kolejno parę zmarzniętych piesków i biedronkę z reklamy wiadomej sieci marketów. Mój synek ma bardzo czułe serduszko...
Patrzę na okno w suficie mojego biura i znów widzę bezchmurne niebo. Może dziś znów droga do domu będzie tak przyjemna?
Najkrótszy dzień roku mamy już za sobą. To zdecydowanie najlepsza wiadomość ostatnich dni.
Pomimo mrozu postanowiłam przejść się pieszo, nałykać się na zapas świeżego powietrza. Byłam ciepło ubrana - puchowa kurtka a'la ludzik Michelina, czapka, szal i rękawiczki. Śmieszna sprawa - jeszcze parę lat temu nikt by mnie nie zmusił, bym wyszła z domu w czapce, nie mówiąc już o puchowej kurtce. Teraz myślę sobie, czy czyjekolwiek krzywe spojrzenie warte jest tego, by trząść się z zimna? Ot jak z wiekiem zmieniają się priorytety. A ludzkie spojrzenia i tak nie wyrażają nic poza obojętnością...
Dotarłam do przedszkola moją ulubioną, z lekka okrężną drogą. Moje samopoczucie psychiczne i fizyczne poprawiło się o kilkanaście punktów procentowych. To wszystko dzięki słońcu, którego brak tak mocno ostatnio dawał się we znaki. Odebrałam Stasia - i kolejna miła niespodzianka. Nie musiałam ciągnąć go na siłę, przy wtórze marudzenia, a nierzadko i szlochów. Dla odmiany Staś maszerował dziarsko obok mnie, konwersując z księżycem, który wcześnie pojawił się na niebie. Księżyc został zaproszony do naszego mieszkania, żeby tam zrobić siusiu i napić się gorącego kakao na rozgrzewkę. Wyobraźnia dziecięca chodzi niepojętymi drogami...
Ze żłobka wyszliśmy już w półmrok i światło lamp, ale nadal w dobrym humorze. Danuśka podśpiewywała sobie pod nosem, a Staś zapraszał do nas kolejno parę zmarzniętych piesków i biedronkę z reklamy wiadomej sieci marketów. Mój synek ma bardzo czułe serduszko...
Patrzę na okno w suficie mojego biura i znów widzę bezchmurne niebo. Może dziś znów droga do domu będzie tak przyjemna?
Najkrótszy dzień roku mamy już za sobą. To zdecydowanie najlepsza wiadomość ostatnich dni.
czwartek, 29 grudnia 2005
Sytuacja na zachodnim froncie
Trudno mi znalezc teraz czas, zeby siasc na
dluzej przy komputerze, ale czytam wszystkie komentarze, ktore bardzo
mnie ciesza. Po powrocie postaram sie nadrobic zaleglosci.
Dzieci prawie zdrowe. Kaszel jeszcze od czasu do czasu wraca, ale humor i apetyt dopisuja. Wczoraj Stas byl z kuzynka Jessi na sankach. Gdy wyszlam na balkon zrobic im pare zdjec, slyszalam jak nia komenderuje: "Szybciej! Za szybko! Teraz za wolno!" W nocy spadla kolejna porcja sniegu, wiec moze dzis znow wyjda na godzinke.
Na koniec maly dialog ze Stasiem podczas ubierania Danusi:
- Mamo, patrz! Ona ma kacze cialko!
- Co?
- No... ona ma gesie cialko!
Aha! Gesia skorka, jasne... :)
Dzieci prawie zdrowe. Kaszel jeszcze od czasu do czasu wraca, ale humor i apetyt dopisuja. Wczoraj Stas byl z kuzynka Jessi na sankach. Gdy wyszlam na balkon zrobic im pare zdjec, slyszalam jak nia komenderuje: "Szybciej! Za szybko! Teraz za wolno!" W nocy spadla kolejna porcja sniegu, wiec moze dzis znow wyjda na godzinke.
- Mamo, patrz! Ona ma kacze cialko!
- Co?
- No... ona ma gesie cialko!
Aha! Gesia skorka, jasne... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















