Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2014

Tata rządzi!

Emilka i Danusia towarzyszą mi w wyprawie do Biedronki. Mamy czas, więc spokojnie rozglądamy się po sklepie. Przystaję przy stoisku z książkami, gdzie wpada mi w oko zabawna okładka:



Szybko kartkuję książkę zastanawiając się, czy nie kupić jej mężowi. W końcu stwierdzam, że i tak jej nie przeczyta i z lekkim żalem odkładam książkę na półkę.

Parę godzin później, córeczki stają przede mną z tajemniczymi minami.

- Mamusiu, mamy dla ciebie prezent! Za to, że jesteś taką kochaną mamusią. Prawda, że chciałaś ją przeczytać?

I wręczają mi tę właśnie książkę...

Zaniemówiłam z wrażenia. W jednym zdaniu potrafiły mi przekazać, że fajną mamą jestem, ale i tak przecież tata rządzi!

A tak serio, to bardzo mnie ucieszyła książka i to miłe przesłanie. Kochane dziewczyny, wydały znaczną część kieszonkowego, żeby mi sprawić przyjemność.

Zabieram się do lektury. Ciekawe, czy zasady szczęśliwego ojca są podobne, jak szczęśliwej mamy...


A oto jeden z pomysłów, który zamierzam wdrożyć:

"Jeżeli jesteś naprawdę zmęczony, zdejmij sweter lub koszulę i zaproś dzieci do zabawy, polegającej na malowaniu na twoich plecach. Poczujesz się tak, jakby wróżki robiły ci masaż."

To musi być niesamowicie przyjemne, czyż nie? :)


niedziela, 4 sierpnia 2013

Postanowienia nienoworoczne

Tak sobie już od paru dni myślę, że parę rzeczy warto by było zmienić w życiu moim i rodziny, aby było lepsze, zdrowsze i pełniejsze. Wprawdzie to przełom lat sprzyja postanowieniom, ale ponieważ podejmujemy je co roku i po chwili zazwyczaj z nich rezygnujemy, może takie niestandardowe zasady będą łatwiejsze do dotrzymania? A że niedawno minęło 7/12 roku, więc niestandardowo tę okazję uczczę w ten właśnie sposób :)





1. Będę piła więcej wody, czyli zostanę akwistką (Dziś moda na picie wody opanowała cały świat, tymczasem już w bardzo dawnej Polsce zwracano uwagę na osoby pijące dużo tego życiodajnego płynu. Nazywano ich "akwistami" (z łac. "aqua" 'woda')). Piję zdecydowanie za dużo kawy i herbaty, a te płyny odwadniają organizm, chociaż niby są napojami. Mojej skórze przyda się trochę nawilżenia od wewnątrz. A więc od dziś - co najmniej litr wody dziennie!

2. Zacznę regularnie uczyć się włoskiego. Na razie noszę wszędzie przy sobie zeszyty do nauki, ale niestety nie wyszłam poza pierwszą lekcję. Bardzo chcę się nauczyć tego języka, więc koniec z odkładaniem na później - jedna lekcja dziennie, choćby nie wiem co.

3. Będę więcej czytać dzieciom. W wakacje jest to o tyle trudne, że biegają do późna po dworze, a potem zanim zjedzą kolację i umyją się, robi się okropnie późno. A tyle jeszcze książek chciałabym z nimi poczytać, zanim będą za duże...

4. Postaram się, aby dzieci samodzielnie również czytały więcej. Dostałam od mojej szefowej całą masę fajnych książek dla dzieci, ze dwie półki. Są to głównie książki o przyrodzie, o świecie, encyklopedie i przewodniki, pięknie wydane i ciekawe. Oczywiście nie ma mowy o żadnym zmuszaniu czy nakłanianiu, ale mam nadzieję, że gdy stworzę odpowiednie warunki (o tym dalej), dzieci same będą po nie sięgać. Dziś zasnęły obłożone książkami: Danusia i Emilka czytały o rasach psów, a Staś o największych katastrofach ludzkości. Mam nadzieję, że nie będzie to miało wpływu na jego sny!

5. Aby dzieci czytały więcej wystarczy... ograniczyć im TV i gry komputerowe. Łatwo powiedzieć, nie tak łatwo wprowadzić w życie, ale zrobię wszystko, by dzieci zrozumiały, jak wielką stratą czasu jest telewizja.

6. Punkt szósty dotyczy gotowania. Do tej pory najłatwiej było mi ograniczać się w kuchni do potraw, które lubią dzieci, czyli głównie kurczak i spaghetti. No, nie aż tak drastycznie, ale prawie. Postaram się bardziej urozmaicić jadłospis, wszak w internecie inspiracji nie brakuje. Dziś na przykład przyrządziłam bakłażana z mozarellą - pycha! Ale dzieci nawet nie próbowałam tym częstować, zjedliśmy to sobie z mężem we dwoje. Małymi kroczkami dzieci też dadzą się namówić na kosztowanie nowych smaków. To już nie te czasy, gdy Staś prawie zwymiotował, gdy go nakłoniłam do zjedzenia łyżeczki surówki z kapusty pekińskiej.

7. Nie narzekać! Nigdy i na nic, nawet w myślach. Narzekanie to "magnes na szajs". Ogólnie - więcej pozytywnych myśli, więcej uśmiechu, cierpliwości i pogody. Proste. Reszta przyjdzie sama.

To by było na tyle. Te moje postanowienia są prościutkie i łatwe w realizacji, a jak wiele mogę, a właściwie możemy zyskać!

A zatem, skoro postanowienia przygotowane, odpalamy szampana i... wszystkiego najlepszego w dalszej części już nienowego 2013 roku!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Drobiowa walizka

Dłuższy opis mniej zabawnych okoliczności ostatnich dni przedstawię niebawem, zaś dziś będzie krótko i zabawnie.

Czytamy Harrego Pottera (już skończyliśmy 2 część!) - Lockhart chce zwiać z Hogwartu i pakuje ogromny kufer. Pakuje i pakuje, aż w końcu Emilka pyta:

- Mamo, co to jest ten kufer?
- Kufer to taka duża walizka.
- Ahaaa, a ja myślałam, że to PUPCIA KURY!


Treść i intonacja sprawiły, że długo turlaliśmy się ze śmiechu.

W czasie Świąt anegdotka ta została opowiedziana ze 100 razy. Gdy tylko na horyzoncie pojawiała się nowa osoba, Staś natychmiast zaznajamiał ją z anegdotką. Emilcia trochę się z tego powodu boczyła, ale była również dumna, że została gwiazdą kabaretu ;)



poniedziałek, 21 maja 2012

Z książką mi do twarzy

Nie przypominam sobie, bym kiedyś na blogu wspomniała o mojej miłości do książek, co jest dość dziwne - od zawsze stanowią one niezmiernie ważną część mojego życia. Każdą wolną chwilę spędzam z książką. Zabieram ją ze sobą w każde miejsce, które wiąże się z biernym spędzaniem czasu, dzięki czemu nawet w poczekalni u lekarza miło spędzam czas. Mam też paskudny nawyk czytania przy jedzeniu, czasem stosując dziwaczne systemy zapobiegające zamykaniu się książki przy czytaniu (szanuję książki na tyle, że nie cierpią one przy okazji). Zasypiam oczywiście z książką. Obowiązkowo, choćby tylko parę zdań przed zaśnięciem, czasem ledwo widząc na oczy.
Tak już od najwcześniejszych lat. Zanim nauczyłam się czytać, czytali mi bracia i tata. Najbardziej z tego okresu pamiętam Muminki i wyczekiwanie kolejnych tomów. Tata czytał mi "Pana Tadeusza" i "Serce" Amicisa, co również bardzo lubiłam. A potem zaczęłam czytać sama. W wieku lat sześciu przeczytałam "W pustyni i w puszczy". Może trochę trudno w to uwierzyć, ale dokładnie pamiętam, że tę książkę przeczytałam zanim poszłam do szkoły. Serio-serio. Z nieco późniejszych lat, pamiętam zabawną sytuację w bibliotece. Byłam wtedy chyba w drugiej klasie, gdy pani bibliotekarka odmówiła mi wymiany książki wypożyczonej tego samego dnia, gdyż nie uwierzyła mi, że przeczytałam ją w czasie przerwy.
W liceum miałam dwie przyjaciółki, Anię i Edytę, z którymi wymieniałyśmy się książkami i namiętnie o nich dyskutowałyśmy. Czy byli to "Chłopi" Reymonta, czy "Pani Bovary", czy uwielbiany przez nas Dumas, mogłyśmy dyskutować godzinami. Okrutnie mi tego brakuje.
Lata mijały, zmieniały się preferencje literackie, ale apetyt na książki pozostawał niezmienny. A propos apetytów, ciekawe zjawisko zaobserwowałam u siebie w ciąży - kobietom zdarza się mieć wtedy różne zachcianki. Ja miałam wyłącznie apetyt na czytanie, zachłanność wręcz. Jedynym warunkiem było, by to były dość łagodne treści, żadnych krwawych scen czy zbytnich emocji. Żeby nie zaszkodzić maleństwu, oczywiście. Pamiętam, że przeczytałam wtedy po raz kolejny całą serię o Ani z Zielonego Wzgórza, która idealnie wpasowała się w mój nastrój. Ciekawe, czy czytanie w ciąży ma podobny wpływ, jak puszczanie dziecku muzyki klasycznej ;)
A teraz marzę o tym, by miłość do książek zaszczepić swoim dzieciom. Chyba jesteśmy na dobrej drodze. Dzieci uwielbiają wyprawy do księgarni. Gdy jesteśmy w mieście, prawie siłą ciągną nas do Empiku. Tam zasiadają w kąciku z książkami dla dzieci i oglądają, przebierają, wybierają. Takie wyprawy bywają dość kosztowne niestety, ale za to jaka przyjemność potem czytać i wspólnie je przeżywać. W duchu akcji "Cała Polska czyta dzieciom" - co najmniej 20 minut dziennie, codziennie.
Ostatnio namówiłam Danusię, żeby wypożyczyła w szkolnej bibliotece "Karolcię", którą pamiętam ze swego dzieciństwa. Ciekawa byłam, jak się dzieciom spodoba. Staś był bardzo sceptyczny, gdy usłyszał, że to opowieść o 8-letniej dziewczynce, ale po chwili wciągnęło go, jak i całą resztę. Przyznaję się, że nawet mi trudno się od tej lektury oderwać, co pewnie świadczy o moim daleko posuniętym zdziecinnieniu :)
Na aktualnym etapie wygląda to tak: pięcioletnia Emilka czyta bajki "po swojemu", czyli opowiada własne historie, wzorując się na obrazkach i zapamiętanych treściach. Ośmioletnia Danusia czyta sobie książeczki pisane dość dużymi literami, a bez wieczornego wspólnego czytania nie może zasnąć. Co do Stasia, obawiałam się, że nie przekona się do samodzielnego i dobrowolnego czytania. A tu niespodzianka, od paru dni Staś nie zasypia bez książki, jak widać na obrazku poniżej. Dobra nasza.
A tak przy okazji chciałam się pochwalić, że od dwóch miesięcy piszę recenzje książek dla Musli Magazine :) Serdecznie polecam ten magazyn, tworzony z pasją przez świetnych ludzi.

czwartek, 16 lutego 2006

Marzenia się spełniają

Od dawna marzę o tym, aby się wyspać albo poleżeć sobie spokojnie z książką, przy kubku dobrej herbaty, albo choćby pozalegać przed telewizorem. I co? Udało się! Wczoraj znalazłam się w łóżku o godzinie 19 i spałam aż do 7 rano, odsypiając wszelkie zaległości. A dziś spędziłam godzinkę w łóżku nad książką.

Ale jak to zwykle z marzeniami bywa, spełniają się niezupełnie po naszej myśli. Nadprogramowym dodatkiem jest gorączka w wysokości 39 stopni (to wczoraj), dreszcze, łupanie w kościach i samopoczucie kijowe, delikatnie mówiąc. Teraz jest trochę lepiej, ale słabo się czuję i wzięłam dzień wolnego. Właśnie nałożyłam farbę na włosy i chyba z dalszego leżenia nici, bo mieszkanie aż się prosi, by skorzystać z chwili spokoju (dzieci w przechowalniach) i doprowadzić je do takiego stanu, gdy człowiek chodząc z jednego pokoju do drugiego wzdycha błogo i mówi "Jak tu czysto..."

Czytam książkę o mma Ramotswe, pierwszej kobiecie-detektywie w Botswanie. Książka bardzo ciepła i mądra, mogę ją każdemu polecić. Trafiłam tam na tekst, który dokładnie odzwierciedla moje dzisiejsze, nienajlepsze samopoczucie:

"My pierwsze orałyśmy ziemię, kiedy Modise (Bóg) ją stworzył", mówi stary wiersz w języku setswana. "To my przygotowałyśmy jedzenie. To my opiekujemy się mężczyznami, kiedy są małymi chłopcami, kiedy są młodzieńcami i kiedy są bliskimi śmierci starcami. Zawsze jesteśmy pod ręką. Ale jesteśmy tylko kobietami i nikt nas nie widzi".

piątek, 23 września 2005

Dlaczego NIE jesteśmy idealnymi żonami

No cóż, drodzy państwo, stary Adam kręcił się po raju, czując się samotny. Więc Pan go zapytał: „Adamie, co cię trapi?" Adam odpowiedział, że nie ma nikogo, z kim mógłby porozma­wiać. No cóż, drodzy państwo, Pan powiedział, że stworzy kogoś, kto będzie mógł dotrzymać mu towarzystwa, powiedział, że to bę­dzie kobieta, powiedział: „Ta kobieta będzie ci przyrządzać jedze­nie i gotować dla ciebie, a gdy zaczniesz nosić ubrania, będzie je prać, a gdy podejmiesz decyzję w jakiejś sprawie, ona się z tobą zgodzi". Powiedział, „Nie będzie ci robić wymówek, ani w ogóle męczyć, a gdy się pokłócicie, przytuli cię mocno i powie, że od początku miałeś rację". Stary Adam tylko się nad tym zastana­wiał. Pan mówił dalej: „Nigdy nie będzie się skarżyła na ból głowy i da ci miłość i namiętność, gdy tylko zechcesz, a gdy bę­dziecie mieć małe dzieci, nie będzie cię prosiła, żebyś wstawał w środku nocy. Oczy Adama zrobiły się naprawdę duże i zapytał:
„A ile taka kobieta będzie mnie kosztować?" Pan odparł: „Bę­dziesz musiał dać sobie obciąć rękę!" Adam myślał przez dłuższą chwilę i w końcu zapytał: „A jak myślisz, Panie, co mógłbym do­stać za żebro?"

Powyższy cytat pochodzi z książki "Wspólne życie" Jan Karon, która jest jedną z części mojej ulubionej serii o Mitford.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...