Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorastanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorastanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 czerwca 2014

Wielkie możliwości

Byłam dziś na premierze filmu krótkometrażowego, tworzonego podczas warsztatów filmowych, których uczestnikiem był nasz Staś. Film trwa 7 minut, a praca nad nim trwała kilka miesięcy, co daje pojęcie na temat pracochłonności przedsięwzięcia. Ale frajdy przy tym cała masa. Zapraszam do oglądania.


A oto nasz młody, dobrze zapowiadający się filmowiec:



Po filmie. Rozmowa z Danusią na zupełnie inny temat. Danusia właśnie wróciła z imprezy na wolnym powietrzu, jest zarumieniona i wygląda ślicznie, więc nie omieszkałam jej tego powiedzieć.

- Danusiu, może gdy Staś kiedyś zostanie filmowcem, to będziesz grała w jego filmach?
- Tak! Albo zostanę jego menadżerką... albo ochroniarzem...

Otóż to, w tym wieku można wszystko!


poniedziałek, 8 lipca 2013

Piżama party!

Dziś z wielkim poświęceniem wystawiałam przez parę godzin swoje oślepiająco białe nogi na działanie słońca, ale jakoś efektów nie widać. To bardzo ciekawe, bo moja twarz pod filtrem 50, tyłem do słońca, zdołała się opalić. Może powinnam wypróbować ten krem na nogach?

A to wszystko dlatego, że w dniu wczorajszym zaliczyłam kurs GAWIN2, z czego moja rodzinka wydaje się ogromnie szczęśliwa, a ja trochę mniej, bo bardzo lubiłam te zajęcia. Za to w spokoju mogłam się dziś pobyczyć z dziećmi na plaży (chociaż plażowanie nie należy do moich ulubionych rozrywek).




Woda zimna, brrrr... co oczywiście nie przeszkadzało małolatom siedzieć w niej całe godziny. A ja na kocyku ratowałam się książką.

Po powrocie musiałam jeszcze upiec cebularze, które obiecałam dzieciakom już dawno ("Jak tylko skończę ten kurs, to będę wam znowu robić pizzerinki, gofry, cebularze, tylko wytrzymajcie jeszcze parę dni!). Dziś nie miałam już serca wykręcać się późną porą, więc kolacja była dopiero po 21, na co nikt nie ważył się narzekać. Za to teraz jestem już kompletnie padnięta, opalanie się jest okropnie męczącym zajęciem!

A tak w ogóle, to miałam pisać o czymś innym, czyli o pierwszym oficjalnym Nocowaniu Poza Domem moich córek! Wczoraj zadzwoniła do mnie mama koleżanki Emilki jeszcze z przedszkolnych czasów i zaprosiła obie dziewczynki na noc. Trochę się obawiałam, że przed snem Emilka podniesie lament i będzie chciała do domu, ale jak się okazało, dziewczyny nie miały najmniejszej ochoty wracać nawet następnego dnia. Było wszystko, co powinno być: piżama party, malowanie sobie nawzajem paznokci, bitwa na poduszki i opowiadanie sobie historyjek do późnej nocy. Strasznie im tego zazdroszczę!






Dziewczyny wymogły na mnie, że o tym napiszę na blogu, bo kiedyś będą chciały poczytać o tym, jak to było, więc posłusznie uzupełniam rodzinną kronikę o to wiekopomne wydarzenie.

niedziela, 30 czerwca 2013

Krok ku dorosłości

Danusia już od dawna wspominała o tym, że chciałaby mieć przekłute uszy. Nie nalegała jakoś specjalnie, więc wolałam odroczyć ten moment, aby była już duża i by uniknąć ewentualnych problemów z uszami. Oznajmiłam więc, że odpowiedni czas to będzie po przystąpieniu do Pierwszej Komunii i tego będę się trzymać również w przypadku Emilki (o ile w ogóle będzie chciała przekłuć uszy).

Tak więc od Pierwszej Komunii wkraczamy w dorosłość. Po pierwsze Danusia zażyczyła sobie obciąć włosy, gdyż jak większość dziewczynek zapuszczała je na tę okoliczność. Wybrała sobie fryzurę "na irokeza", jak jedna z koleżanek, czyli wygolone boki i czub na środku głowy, ale usłyszała stanowcze "NIE!". W końcu zgodziłam się na asymetryczne ścięcie, które podobno jest podobne do mojej fryzury (?).

Niedługo później umówiłam nas z kosmetyczką na "kolczykowanie". Danusia była bardzo podekscytowana, nie mogła nawet w nocy zasnąć, ale kazałam jej wyobrazić sobie piękne kolczyki i jakoś podziałało. Ale na fotelu u kosmetyczki przestało być zabawnie. O ile przekłucia pierwszego ucha prawie nie zauważyła, to już na drugie straciła całkiem ochotę. Trochę szczypało ją to pierwsze od środka odkażającego, poza tym ten pistolet robił dość nieprzyjemne wrażenie. Gdy zaczęła płakać stwierdziłam, że nic na siłę, niech chodzi z jednym kolczykiem, przecież nie będę jej zmuszać. Ale moja dzielna dziewczynka sama się opanowała, poprzytulała się trochę do mnie i odważnie nadstawiła drugie uszko. A teraz dumnie demonstruje kolczyki i rozgląda się za kolejną parą.

Ja miałam 16 lat w chwili przekłucia uszu. W tamtych czasach nikt chyba nie słyszał o kosmetyczkach z pistoletami, uszy przekłuwało się własnym sumptem. Mnie namówiła na to moja siostra Ewa, która podjęła się przeprowadzić tą operację. Nie miała z tym doświadczenia, ale przecież to żaden problem, wbić igłę w ucho, no nie? Zaopatrzona więc w igłę i surowego ziemniaka przekłuła mi ucho, co może nie było tak straszne, ale wkładanie kolczyka w krwawiący otworek było znacznie gorsze. Ewa stanowczo odmówiła powtórzenia tej operacji na drugim uchu. Na szczęście mąż Ewy - Wiesiek załatwił sprawę o męsku i przeprowadził zabieg na drugim uchu. Wskutek tego, że każde z nich kłuło po swojemu, kolczyki układają mi się trochę nierówno, ale przecież asymetria też ma swój urok :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...