Strony

wtorek, 18 września 2012

Zebranie rodziców

W rozmowie z kolegami i koleżankami z pracy doszliśmy do wniosku, że jako dorośli tak samo nie lubimy wywiadówek, ja wtedy, gdy byliśmy dziećmi. Jakoś nie mogę tego zwalczyć u siebie, chociaż trudno wyjaśnić racjonalnie, z czego to wynika.

Dziś odebrałam dziewczynki o 16 (Staś wyszedł wcześniej, bo dziś miał pierwsze zajęcia z robotyki), pognałyśmy do domu, ogarnęłam się nieco i galopem wróciłam do szkoły na zebranie w zerówce o 16.30. Danusia zaopiekowała się siostrą, zjadły dziś na obiad płatki z mlekiem ;/

W zerówkowej sali czekały na nas kawa i ciastka i miła atmosfera, ja jednak liczyłam na szybkie przeprowadzenie zebrania, gdyż miałam nadzieję zdążyć przynajmniej na część spotkania w klasie Danusi o 17. Jednak zebranie zerówkowe przeciągnęło się prawie do 19... Wszyscy rodzice byli już bardzo zmęczeni, większość z nich przyszła bezpośrednio z pracy. To chyba był najbardziej uciążliwy maraton, jaki pamiętam. No i przykro mi, że nie poszłam na zebranie drugiej córki.

Potem jeszcze zakupy i do domu.

Dzieci powitały mnie w progu, zmiętą, głodną i wnerwioną, zaprowadziły mnie za ręce do kuchni, a tam czekała przygotowana przez nie kolacja... Kanapka z serem, druga z pasztetem. Bez masła, bo nie udało im się go znaleźć w lodówce. Bardzo żałuję, że lepiej nie okazałam im swojej wdzięczności. Ich gest, to, że domyśliły się, że wrócę zmęczona i głodna, wzruszył mnie niezmiernie. Ale i tak nie mogłam się powstrzymać, by nie strofować ich za bałagan, niedokończone zadania domowe i inne drobiazgi.

Trochę później, gdy już ochłonęłam, przytuliłam całą trójkę do siebie i podziękowałam im za ten gest serca. Kochane są te moje dzieciaki, jak nie wiem co.

poniedziałek, 17 września 2012

Nici z gitary

Zadzwoniłam do "pana od gitary", aby dowiedzieć się, kiedy są zajęcia, na jakich zasadach i tak dalej, ale trafiłam na moment, gdy prowadził lekcję. Grzecznie oddzwonił po 15 minutach.

Pytam go, kiedy są zajęcia, w jakich grupach i tak dalej.
Dowiedziałam się, że pan prowadzi zajęcia zarówno w Domu Harcerza, jak i we własnym domu (czyli w "domu gitarzysty" ;)), praktycznie we wszystkie dni tygodnia. Dziecko ma mieć własną gitarę. Ucieszyłam się, bo już ma. Natomiast przestałam się cieszyć usłyszawszy, że koszt jednej godziny zajęć, zarówno w Domu Harcerza, jak i prywatnym, to 40 zł. A ja głupia myślałam, że zajęcia z gitary będą kosztowały grosze, a może nawet będą darmowe, wszak Dom Harcerza jest dofinansowywany.

Szkoda. Danusia nawet nie ma żalu, rozumie, że to za drogo, ale mi jest i tak przykro.

W takim razie spróbujemy zapisać ją na judo, bo o tym również marzy. Przynajmniej unikniemy rzępolenia ;)



niedziela, 16 września 2012

Wizyta w teatrze

Dziś zaliczyliśmy kolejne drzwi otwarte, tym razem w Teatrze im. Horzycy.

W związku ze zbliżającą się premierą spektaklu dla dzieci pt. "Pippi", zorganizowano imprezę dla dzieci. Niestety premiera została odłożona na czas nieokreślony, gdyż poniewczasie przypomniano sobie o prawach autorskich... No cóż, mam nadzieję, że ten problem da się rozwiązać, gdyż spektakl zapowiada się zachęcająco.

Ja też nawaliłam, bo zapomniałam aparatu, a tak się cieszyłam na fajne zdjęcia. Pstryknęłam coś tam swoją marną komórką, ale efekt bardzo mizerny. Wrrrrr...





sobota, 15 września 2012

Dziedziczna miłość do gitary

Dziś miały miejsce Drzwi Otwarte w Domu Harcerza w Toruniu, czyli w miejscu, gdzie organizowane są różne pozaszkolne zajęcia. Poszliśmy wybrać coś dla naszych dzieciaków.

Staś bez wahania zdecydował się na zajęcia z Robotyki. Niestety odbywają się w godzinach kolidujących z odwożeniem go, gdyż jeszcze w czasie mojej pracy. Mam nadzieję, że coś wykombinujemy, bo te zajęcia są wręcz stworzone dla Stasia, a on jest bardzo podekscytowany tym, że mógłby brać w nich udział. Trochę drogie, no ale.


Emilci w tym roku chyba nie zapiszemy na żadne zajęcia, bo technicznie i tak ciężko będzie zorganizować zawożenie dzieci do miasta. Gdyby jeszcze można zapisać dwójkę na to samo, to może jakiś byśmy dali radę, ale jest niewielki wybór zajęć dla 6-latków, a nie chcę ograniczać Danusi tylko do tańców. Dziewczynki i tak będą chodzić na "Zatańcz z klasą". Ponadto już wcześniej zapisałam Stasia i Danusię na zajęcia plastyczne w Galerii, które na razie nie wiem w jakich dniach będą się odbywać. W przyszłym roku mam nadzieję, że Staś i Danusia będą już jeździć wszędzie sami, więc Emilce też coś w Domu Harcerza zorganizujemy.

A Danusia, jak tylko usłyszała, że są lekcje gry na gitarze, o niczym innym nie chciała już słyszeć. Nie wiem, skąd u niej ta miłość do gitary, ale nie mam nic przeciwko. Oby to nie był słomiany ogień.

Poszliśmy za ciosem i zorganizowaliśmy jej gitarę, co sprawiło, że jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie :) Podziękowania dla Agnieszki!!!

Danusia, gotowa do snu, nie chce się rozstać z gitarą
A jak widać na poniższych zdjęciach, zamiłowanie do gry ma w genach ;)
Mama Danusi - rok 1974

Rok 1989
Rok 1990

Życzcie nam odpornych uszu i mocnych nerwów ;)

czwartek, 13 września 2012

O nowej modzie u mnie w pracy

Od jakiegoś czasu u mnie w pracy zapanowała moda na odchudzanie.
Wszystko zaczęło się od szefowej, która przeszła na dietę zasadotwórczą i już po dwóch tygodniach było widać efekty. Chociaż schudła, jak mówiła, dopiero 2 kg, to już ładnie wysmuklała i wyglądała dużo lepiej. Przy tym miała mnóstwo energii i tryskała dobrym nastrojem. Jej dieta polegała na jedzeniu wyłącznie owoców i warzyw, piciu dużej ilości wody, przy rezygnacji z kawy i herbaty i innych używek.

Pozazdrościłam jej szybkiego efektu i któregoś dnia, spontanicznie przerzuciłam się na owoce i warzywa. Poszło wbrew pozorom bardzo łatwo. Lato jest porą, gdy warzyw i owoców jest mnóstwo, są dorodne i tanie. Z kawy nawet nie próbowałam rezygnować, bo życie bez kawy, to co to za życie? ;)

Resztę dziewczyn też chyba wzięło, bo już żadna z nich nie przynosi do pracy kanapek, a jedynie jabłka, sałatę, marchewkę i pomidory :) Nie dotyczy to kolegów, którzy nadal żywią się tostami i pizzą z biedronki, a są niezmiennie od lat jednakowo chudzi.

Tak więc jutro mija miesiąc diety, a ja jestem o jakieś 4 kg lżejsza. Jupi! Dziś poprosiłam kolegów z serwisu o dorobienie dziurek w pasku od dżinsów, bo mi się skończyły. Wprawiło mnie to w świetny nastrój - 5 cm w pasie to już coś. A na wieszaku wisi źródło mojej motywacji - sukienka nienoszona od 3 lat, którą mam nadzieję założyć na wesele za miesiąc. Nawet udało mi się dziś w nią zmieścić, co już jest sporym sukcesem ;)

A propos diety, dzisiejsza wymiana zdań ze Stasiem:

- Stasiu, chudziaczku, mógłbyś trochę więcej jeść?
- Mamo, ale po co, żebym potem musiał się odchudzać, tak jak ty?

Jest w tym sporo logiki ;)

środa, 12 września 2012

Mocne postanowienie poprawy

Myślałam dziś trochę na temat mojego bloga i doszłam do wniosku, że zbyt dużo mi umyka. Wciąż coś się dzieje, a jak w końcu zasiadam do pisania, to trudno nadrobić zaległości i kończy się na mało efektownym streszczeniu lub wrzuceniu garści fotek. A przecież to, co najcenniejsze, to różne drobiazgi z powszedniego dnia, które szybko odejdą w niepamięć, jeśli ich nie utrwalę.
Wobec tego postanowiłam, że będę pisać co dzień, tak jak kiedyś. Choć parę zdań, albo nawet jedno, a treściwe, gdy brak czasu/ weny/ siły na więcej, niepotrzebne skreślić.

Na dobry początek, mała scenka ze spaceru w sympatycznym towarzystwie Magdy, Szymona i ich uroczej suczki Keaton.
Keaton
Spacerując obserwujemy brzdąca, tak na oko 3-4 letniego, który pomyka na skuterze. Zdumiewający widok. Skuterek wyglądał, jak miniatura "dorosłego" pojazdu, a malec świetnie sobie radził.
Kawałek dalej napotkaliśmy dużego osobnika na dużym motorze, jakimś harleyu czy innym takim wypasionym.

Staś pokiwał głową w zadumie i westchnął:

- Tak szybko dorastają...

niedziela, 2 września 2012

Koniec wakacji

Zamiast smucić się końcem wakacji, powspominajmy, co miłego wydarzyło się w ciągu letnich miesięcy...

Nieplanowana kąpiel w Martwej Wiśle
Grillowanie pianek

Widać, jakie dobre!

Ekipa sprzątająca

Nareszcie ciepły dzień, można się wykąpać

Trening celności strzelania z procy - wygrał Tymek 4 pkt!

Mini-zoo w Karbówku

Rower dla duuużej rodziny :)

A to - rower wodny

Zzzzzimno...
Jupiii!
Impreza na Nowym Rynku

Wyścigi gąsek
Samodzielne pieczenie pizzy u Wujka w pizzerii

Luminarium - Skyway 2012
Zoo w Oliwie, w tle słonie...

...a tu żółwie

Spacer brzegiem morza

Plac zabaw w Orunii
Klacz Domena bardzo przypadła Danusi do serca

Po chwili strachu i płaczu, Emilce spodobała się jazda na kucyku Azji

Staś na Temidzie

Pingwiny z Madagaskaru

Baranek Shaun

Słodki :)

Trzy kózki
A od jutra sprężamy się, nie marudzimy, mężnie sprostamy dzienniczkom, wywiadówkom, zadaniom domowym, klasówkom... Udanego roku szkolnego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...