W rozmowie z kolegami i koleżankami z pracy doszliśmy do wniosku, że jako dorośli tak samo nie lubimy wywiadówek, ja wtedy, gdy byliśmy dziećmi. Jakoś nie mogę tego zwalczyć u siebie, chociaż trudno wyjaśnić racjonalnie, z czego to wynika.
Dziś odebrałam dziewczynki o 16 (Staś wyszedł wcześniej, bo dziś miał pierwsze zajęcia z robotyki), pognałyśmy do domu, ogarnęłam się nieco i galopem wróciłam do szkoły na zebranie w zerówce o 16.30. Danusia zaopiekowała się siostrą, zjadły dziś na obiad płatki z mlekiem ;/
W zerówkowej sali czekały na nas kawa i ciastka i miła atmosfera, ja jednak liczyłam na szybkie przeprowadzenie zebrania, gdyż miałam nadzieję zdążyć przynajmniej na część spotkania w klasie Danusi o 17. Jednak zebranie zerówkowe przeciągnęło się prawie do 19... Wszyscy rodzice byli już bardzo zmęczeni, większość z nich przyszła bezpośrednio z pracy. To chyba był najbardziej uciążliwy maraton, jaki pamiętam. No i przykro mi, że nie poszłam na zebranie drugiej córki.
Potem jeszcze zakupy i do domu.
Dzieci powitały mnie w progu, zmiętą, głodną i wnerwioną, zaprowadziły mnie za ręce do kuchni, a tam czekała przygotowana przez nie kolacja... Kanapka z serem, druga z pasztetem. Bez masła, bo nie udało im się go znaleźć w lodówce. Bardzo żałuję, że lepiej nie okazałam im swojej wdzięczności. Ich gest, to, że domyśliły się, że wrócę zmęczona i głodna, wzruszył mnie niezmiernie. Ale i tak nie mogłam się powstrzymać, by nie strofować ich za bałagan, niedokończone zadania domowe i inne drobiazgi.
Trochę później, gdy już ochłonęłam, przytuliłam całą trójkę do siebie i podziękowałam im za ten gest serca. Kochane są te moje dzieciaki, jak nie wiem co.
Mówią na nas Ladorusie. Jak się pewnie domyślacie, pochodzi to od naszego nazwiska. Ladorusie mieszkają w Toruniu, najpiękniej pachnącym mieście w Polsce.
Strony
wtorek, 18 września 2012
poniedziałek, 17 września 2012
Nici z gitary
Zadzwoniłam do "pana od gitary", aby dowiedzieć się, kiedy są zajęcia, na jakich zasadach i tak dalej, ale trafiłam na moment, gdy prowadził lekcję. Grzecznie oddzwonił po 15 minutach.
Pytam go, kiedy są zajęcia, w jakich grupach i tak dalej.
Dowiedziałam się, że pan prowadzi zajęcia zarówno w Domu Harcerza, jak i we własnym domu (czyli w "domu gitarzysty" ;)), praktycznie we wszystkie dni tygodnia. Dziecko ma mieć własną gitarę. Ucieszyłam się, bo już ma. Natomiast przestałam się cieszyć usłyszawszy, że koszt jednej godziny zajęć, zarówno w Domu Harcerza, jak i prywatnym, to 40 zł. A ja głupia myślałam, że zajęcia z gitary będą kosztowały grosze, a może nawet będą darmowe, wszak Dom Harcerza jest dofinansowywany.
Szkoda. Danusia nawet nie ma żalu, rozumie, że to za drogo, ale mi jest i tak przykro.
W takim razie spróbujemy zapisać ją na judo, bo o tym również marzy. Przynajmniej unikniemy rzępolenia ;)
Pytam go, kiedy są zajęcia, w jakich grupach i tak dalej.
Dowiedziałam się, że pan prowadzi zajęcia zarówno w Domu Harcerza, jak i we własnym domu (czyli w "domu gitarzysty" ;)), praktycznie we wszystkie dni tygodnia. Dziecko ma mieć własną gitarę. Ucieszyłam się, bo już ma. Natomiast przestałam się cieszyć usłyszawszy, że koszt jednej godziny zajęć, zarówno w Domu Harcerza, jak i prywatnym, to 40 zł. A ja głupia myślałam, że zajęcia z gitary będą kosztowały grosze, a może nawet będą darmowe, wszak Dom Harcerza jest dofinansowywany.
Szkoda. Danusia nawet nie ma żalu, rozumie, że to za drogo, ale mi jest i tak przykro.
W takim razie spróbujemy zapisać ją na judo, bo o tym również marzy. Przynajmniej unikniemy rzępolenia ;)
niedziela, 16 września 2012
Wizyta w teatrze
Dziś zaliczyliśmy kolejne drzwi otwarte, tym razem w Teatrze im. Horzycy.
W związku ze zbliżającą się premierą spektaklu dla dzieci pt. "Pippi", zorganizowano imprezę dla dzieci. Niestety premiera została odłożona na czas nieokreślony, gdyż poniewczasie przypomniano sobie o prawach autorskich... No cóż, mam nadzieję, że ten problem da się rozwiązać, gdyż spektakl zapowiada się zachęcająco.
Ja też nawaliłam, bo zapomniałam aparatu, a tak się cieszyłam na fajne zdjęcia. Pstryknęłam coś tam swoją marną komórką, ale efekt bardzo mizerny. Wrrrrr...
W związku ze zbliżającą się premierą spektaklu dla dzieci pt. "Pippi", zorganizowano imprezę dla dzieci. Niestety premiera została odłożona na czas nieokreślony, gdyż poniewczasie przypomniano sobie o prawach autorskich... No cóż, mam nadzieję, że ten problem da się rozwiązać, gdyż spektakl zapowiada się zachęcająco.
Ja też nawaliłam, bo zapomniałam aparatu, a tak się cieszyłam na fajne zdjęcia. Pstryknęłam coś tam swoją marną komórką, ale efekt bardzo mizerny. Wrrrrr...
sobota, 15 września 2012
Dziedziczna miłość do gitary
Dziś miały miejsce Drzwi Otwarte w Domu Harcerza w Toruniu, czyli w miejscu, gdzie organizowane są różne pozaszkolne zajęcia. Poszliśmy wybrać coś dla naszych dzieciaków.
Staś bez wahania zdecydował się na zajęcia z Robotyki. Niestety odbywają się w godzinach kolidujących z odwożeniem go, gdyż jeszcze w czasie mojej pracy. Mam nadzieję, że coś wykombinujemy, bo te zajęcia są wręcz stworzone dla Stasia, a on jest bardzo podekscytowany tym, że mógłby brać w nich udział. Trochę drogie, no ale.
Emilci w tym roku chyba nie zapiszemy na żadne zajęcia, bo technicznie i tak ciężko będzie zorganizować zawożenie dzieci do miasta. Gdyby jeszcze można zapisać dwójkę na to samo, to może jakiś byśmy dali radę, ale jest niewielki wybór zajęć dla 6-latków, a nie chcę ograniczać Danusi tylko do tańców. Dziewczynki i tak będą chodzić na "Zatańcz z klasą". Ponadto już wcześniej zapisałam Stasia i Danusię na zajęcia plastyczne w Galerii, które na razie nie wiem w jakich dniach będą się odbywać. W przyszłym roku mam nadzieję, że Staś i Danusia będą już jeździć wszędzie sami, więc Emilce też coś w Domu Harcerza zorganizujemy.
A Danusia, jak tylko usłyszała, że są lekcje gry na gitarze, o niczym innym nie chciała już słyszeć. Nie wiem, skąd u niej ta miłość do gitary, ale nie mam nic przeciwko. Oby to nie był słomiany ogień.
Poszliśmy za ciosem i zorganizowaliśmy jej gitarę, co sprawiło, że jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie :) Podziękowania dla Agnieszki!!!
A jak widać na poniższych zdjęciach, zamiłowanie do gry ma w genach ;)
Życzcie nam odpornych uszu i mocnych nerwów ;)
Staś bez wahania zdecydował się na zajęcia z Robotyki. Niestety odbywają się w godzinach kolidujących z odwożeniem go, gdyż jeszcze w czasie mojej pracy. Mam nadzieję, że coś wykombinujemy, bo te zajęcia są wręcz stworzone dla Stasia, a on jest bardzo podekscytowany tym, że mógłby brać w nich udział. Trochę drogie, no ale.
Emilci w tym roku chyba nie zapiszemy na żadne zajęcia, bo technicznie i tak ciężko będzie zorganizować zawożenie dzieci do miasta. Gdyby jeszcze można zapisać dwójkę na to samo, to może jakiś byśmy dali radę, ale jest niewielki wybór zajęć dla 6-latków, a nie chcę ograniczać Danusi tylko do tańców. Dziewczynki i tak będą chodzić na "Zatańcz z klasą". Ponadto już wcześniej zapisałam Stasia i Danusię na zajęcia plastyczne w Galerii, które na razie nie wiem w jakich dniach będą się odbywać. W przyszłym roku mam nadzieję, że Staś i Danusia będą już jeździć wszędzie sami, więc Emilce też coś w Domu Harcerza zorganizujemy.
A Danusia, jak tylko usłyszała, że są lekcje gry na gitarze, o niczym innym nie chciała już słyszeć. Nie wiem, skąd u niej ta miłość do gitary, ale nie mam nic przeciwko. Oby to nie był słomiany ogień.
Poszliśmy za ciosem i zorganizowaliśmy jej gitarę, co sprawiło, że jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie :) Podziękowania dla Agnieszki!!!
| Danusia, gotowa do snu, nie chce się rozstać z gitarą |
| Mama Danusi - rok 1974 |
![]() | |
| Rok 1989 |
![]() |
| Rok 1990 |
Życzcie nam odpornych uszu i mocnych nerwów ;)
czwartek, 13 września 2012
O nowej modzie u mnie w pracy
Od jakiegoś czasu u mnie w pracy zapanowała moda na odchudzanie.
Wszystko zaczęło się od szefowej, która przeszła na dietę zasadotwórczą i już po dwóch tygodniach było widać efekty. Chociaż schudła, jak mówiła, dopiero 2 kg, to już ładnie wysmuklała i wyglądała dużo lepiej. Przy tym miała mnóstwo energii i tryskała dobrym nastrojem. Jej dieta polegała na jedzeniu wyłącznie owoców i warzyw, piciu dużej ilości wody, przy rezygnacji z kawy i herbaty i innych używek.
Pozazdrościłam jej szybkiego efektu i któregoś dnia, spontanicznie przerzuciłam się na owoce i warzywa. Poszło wbrew pozorom bardzo łatwo. Lato jest porą, gdy warzyw i owoców jest mnóstwo, są dorodne i tanie. Z kawy nawet nie próbowałam rezygnować, bo życie bez kawy, to co to za życie? ;)
Resztę dziewczyn też chyba wzięło, bo już żadna z nich nie przynosi do pracy kanapek, a jedynie jabłka, sałatę, marchewkę i pomidory :) Nie dotyczy to kolegów, którzy nadal żywią się tostami i pizzą z biedronki, a są niezmiennie od lat jednakowo chudzi.
Tak więc jutro mija miesiąc diety, a ja jestem o jakieś 4 kg lżejsza. Jupi! Dziś poprosiłam kolegów z serwisu o dorobienie dziurek w pasku od dżinsów, bo mi się skończyły. Wprawiło mnie to w świetny nastrój - 5 cm w pasie to już coś. A na wieszaku wisi źródło mojej motywacji - sukienka nienoszona od 3 lat, którą mam nadzieję założyć na wesele za miesiąc. Nawet udało mi się dziś w nią zmieścić, co już jest sporym sukcesem ;)
A propos diety, dzisiejsza wymiana zdań ze Stasiem:
- Stasiu, chudziaczku, mógłbyś trochę więcej jeść?
- Mamo, ale po co, żebym potem musiał się odchudzać, tak jak ty?
Jest w tym sporo logiki ;)
Wszystko zaczęło się od szefowej, która przeszła na dietę zasadotwórczą i już po dwóch tygodniach było widać efekty. Chociaż schudła, jak mówiła, dopiero 2 kg, to już ładnie wysmuklała i wyglądała dużo lepiej. Przy tym miała mnóstwo energii i tryskała dobrym nastrojem. Jej dieta polegała na jedzeniu wyłącznie owoców i warzyw, piciu dużej ilości wody, przy rezygnacji z kawy i herbaty i innych używek.
Pozazdrościłam jej szybkiego efektu i któregoś dnia, spontanicznie przerzuciłam się na owoce i warzywa. Poszło wbrew pozorom bardzo łatwo. Lato jest porą, gdy warzyw i owoców jest mnóstwo, są dorodne i tanie. Z kawy nawet nie próbowałam rezygnować, bo życie bez kawy, to co to za życie? ;)
Resztę dziewczyn też chyba wzięło, bo już żadna z nich nie przynosi do pracy kanapek, a jedynie jabłka, sałatę, marchewkę i pomidory :) Nie dotyczy to kolegów, którzy nadal żywią się tostami i pizzą z biedronki, a są niezmiennie od lat jednakowo chudzi.
Tak więc jutro mija miesiąc diety, a ja jestem o jakieś 4 kg lżejsza. Jupi! Dziś poprosiłam kolegów z serwisu o dorobienie dziurek w pasku od dżinsów, bo mi się skończyły. Wprawiło mnie to w świetny nastrój - 5 cm w pasie to już coś. A na wieszaku wisi źródło mojej motywacji - sukienka nienoszona od 3 lat, którą mam nadzieję założyć na wesele za miesiąc. Nawet udało mi się dziś w nią zmieścić, co już jest sporym sukcesem ;)
A propos diety, dzisiejsza wymiana zdań ze Stasiem:
- Stasiu, chudziaczku, mógłbyś trochę więcej jeść?
- Mamo, ale po co, żebym potem musiał się odchudzać, tak jak ty?
Jest w tym sporo logiki ;)
środa, 12 września 2012
Mocne postanowienie poprawy
Myślałam dziś trochę na temat mojego bloga i doszłam do wniosku, że zbyt dużo mi umyka. Wciąż coś się dzieje, a jak w końcu zasiadam do pisania, to trudno nadrobić zaległości i kończy się na mało efektownym streszczeniu lub wrzuceniu garści fotek. A przecież to, co najcenniejsze, to różne drobiazgi z powszedniego dnia, które szybko odejdą w niepamięć, jeśli ich nie utrwalę.
Wobec tego postanowiłam, że będę pisać co dzień, tak jak kiedyś. Choć parę zdań, albo nawet jedno, a treściwe, gdy brak czasu/ weny/ siły na więcej, niepotrzebne skreślić.
Na dobry początek, mała scenka ze spaceru w sympatycznym towarzystwie Magdy, Szymona i ich uroczej suczki Keaton.
Spacerując obserwujemy brzdąca, tak na oko 3-4 letniego, który pomyka na skuterze. Zdumiewający widok. Skuterek wyglądał, jak miniatura "dorosłego" pojazdu, a malec świetnie sobie radził.
Kawałek dalej napotkaliśmy dużego osobnika na dużym motorze, jakimś harleyu czy innym takim wypasionym.
Staś pokiwał głową w zadumie i westchnął:
- Tak szybko dorastają...
Wobec tego postanowiłam, że będę pisać co dzień, tak jak kiedyś. Choć parę zdań, albo nawet jedno, a treściwe, gdy brak czasu/ weny/ siły na więcej, niepotrzebne skreślić.
Na dobry początek, mała scenka ze spaceru w sympatycznym towarzystwie Magdy, Szymona i ich uroczej suczki Keaton.
![]() |
| Keaton |
Kawałek dalej napotkaliśmy dużego osobnika na dużym motorze, jakimś harleyu czy innym takim wypasionym.
Staś pokiwał głową w zadumie i westchnął:
- Tak szybko dorastają...
niedziela, 2 września 2012
Koniec wakacji
Zamiast smucić się końcem wakacji, powspominajmy, co miłego wydarzyło się w ciągu letnich miesięcy...
A od jutra sprężamy się, nie marudzimy, mężnie sprostamy dzienniczkom, wywiadówkom, zadaniom domowym, klasówkom... Udanego roku szkolnego!
| Nieplanowana kąpiel w Martwej Wiśle |
| Grillowanie pianek |
| Widać, jakie dobre! |
| Ekipa sprzątająca |
| Nareszcie ciepły dzień, można się wykąpać |
| Trening celności strzelania z procy - wygrał Tymek 4 pkt! |
| Mini-zoo w Karbówku |
| Rower dla duuużej rodziny :) |
| A to - rower wodny |
| Zzzzzimno... |
| Jupiii! |
| Impreza na Nowym Rynku |
| Wyścigi gąsek |
![]() |
| Samodzielne pieczenie pizzy u Wujka w pizzerii |
![]() |
| Luminarium - Skyway 2012 |
| Zoo w Oliwie, w tle słonie... |
| ...a tu żółwie |
| Spacer brzegiem morza |
| Plac zabaw w Orunii |
![]() |
| Klacz Domena bardzo przypadła Danusi do serca |
![]() |
| Po chwili strachu i płaczu, Emilce spodobała się jazda na kucyku Azji |
![]() |
| Staś na Temidzie |
![]() |
| Pingwiny z Madagaskaru |
![]() |
| Baranek Shaun |
![]() |
| Słodki :) |
![]() |
| Trzy kózki |
Subskrybuj:
Posty (Atom)















