Bycie mamą tak fajnie dowartościowuje.
Ostatnio przyniosłam wyjątkowo
ciężkie zakupy do domu, w tym proszek do prania w promocyjnym
opakowaniu 9 kg. Staś usiłował pomóc mi zatargać to do łazienki, ale nie
dał rady nawet ruszyć z miejsca.
- Mama... ty to jesteś Pudzianowska! - podsumował.
Innym
razem usiłowaliśmy umocować poidełko do klatki chomika. Bo chyba nie
wspomniałam do tej pory, że mamy samiczkę chomika, zwaną przez rodzinkę
Chomyszką. No więc rozglądamy się, czym by to umocować, żeby nie spadło.
W końcu prawie jednocześnie nasz wzrok padł na gumki do włosów
dziewczynek.
- Stasiu, a może by tak gumką? - zapytałam.
- O tym samym pomyślałem - odrzekł Staś. - Wielkie umysły myślą podobnie.
Racja :)
Natomiast
dziewczynki zaspokajają moją próżność co do wyglądu, strojów, fryzury i
tak dalej. Co prawda ich opinia jest dość odosobniona, ale co mi tam.
Wszak nie jest ładne to co ładne, ale to co się komu podoba ;)
Mówią na nas Ladorusie. Jak się pewnie domyślacie, pochodzi to od naszego nazwiska. Ladorusie mieszkają w Toruniu, najpiękniej pachnącym mieście w Polsce.
Strony
wtorek, 19 października 2010
środa, 13 października 2010
Reaktywacja
Idąc dziś z dziećmi z przedszkola, przypomniałam sobie nieoczekiwanie o blogu. Przestraszyłam się, że może system skasował go z powodu długiej bezczynności. Szkoda by było... tyle wspomnień, historii, wzruszeń i zabawnych zdarzeń. Dotarłam do domu i odetchnęłam z ulgą - nadal istnieje. Postanowiłam, że postaram się, by wróciło tu życie, wszak wciąż zdarza się mnóstwo chwil wartych uwiecznienia.
Dziękuję wszystkim, którzy zapewniali mnie, że warto. Przekonamy się, czy nadal potrafię...
A dzieciaczki wyglądają teraz tak:
środa, 24 marca 2010
Pożegnanie zimy
Według starego obyczaju, w pierwszym dniu wiosny powinno się
przeprowadzić rytuał przeganiania zimy, powszechnie znany jako topienie
Marzanny. Niestety w dzisiejszych pro-ekologicznych czasach zakazane
jest wrzucanie do wody kukieł. Ba, nawet palenie ich jest grzechem
ekologicznym. Trochę szkoda, bo mimo wszystko to był piękny obrządek,
wspaniale odzwierciedlający nasze uczucia do zimy z jej krótkimi i
burymi dniami, nieprzyjemnym zimnem, uciążliwą pogodą... Chlup - i
spływaj do morza...
Dlatego, gdy w niedzielę wpadły przez okna nieśmiałe promyki słońca, okrutnie zachciało mi się utopić zimę jak za dawnych czasów. Pomyślałam, że jakby tak zrobić malutką, maciupeńką Marzannę, to może wrzucenie jej do rzeki nie będzie tak strasznym przestępstwem. Patyczki do szaszłyków, parę szmatek, trochę waty, poświęciłam też parę rajstop i mamy pierwszego potworka. Pomagające mi dzieci były zachwycone i oczywiście było im mało. Kolejne dwie kukiełki poszły migiem, mogłabym chyba nawet uruchomić seryjną produkcję. Tyle, że dzieci za nic w świecie nawet nie chciały słuchać o wrzucaniu ich do rzeczki, nie zgodziły się nawet na symboliczne utopienie ich w wannie. Mimo to mam nadzieję, że wiosna zagościła na dobre, zarówno na dworze, jak i w głowach i serduszkach.
A oto nasze nieutopione Marzanny.
Dlatego, gdy w niedzielę wpadły przez okna nieśmiałe promyki słońca, okrutnie zachciało mi się utopić zimę jak za dawnych czasów. Pomyślałam, że jakby tak zrobić malutką, maciupeńką Marzannę, to może wrzucenie jej do rzeki nie będzie tak strasznym przestępstwem. Patyczki do szaszłyków, parę szmatek, trochę waty, poświęciłam też parę rajstop i mamy pierwszego potworka. Pomagające mi dzieci były zachwycone i oczywiście było im mało. Kolejne dwie kukiełki poszły migiem, mogłabym chyba nawet uruchomić seryjną produkcję. Tyle, że dzieci za nic w świecie nawet nie chciały słuchać o wrzucaniu ich do rzeczki, nie zgodziły się nawet na symboliczne utopienie ich w wannie. Mimo to mam nadzieję, że wiosna zagościła na dobre, zarówno na dworze, jak i w głowach i serduszkach.
A oto nasze nieutopione Marzanny.
środa, 24 lutego 2010
wtorek, 9 lutego 2010
Odrobina magii
Wspomniałam ostatnio, że Danusia miała usuwany 3
migdał. Problem był tego rodzaju, że z powodu przerostu migdałka, Danusi
okresowo pogarszał się słuch. Teraz jest już wszystko w porządku, ale
po zabiegu musieliśmy kilka razy chodzić na kontrole do laryngologa, a
zabiegi są dość uciążliwe... płukanie uszu, przedmuchiwanie noska taką
wielką gruchą... Danusia wpadała w płacz na sam widok pani pielęgniarki.
Gdy ostatnio wychodziliśmy z gabinetu, Danusia wciąż jeszcze pochlipywała, szczególnie usłyszawszy, że czeka ją kolejna wizyta za jakiś czas. Wtedy mój mąż przykucnął koło niej, wziął ją za ręce i zaczął mówić, stopniowo zniżając głos:
- Danusiu, wiesz po co my to wszystko robimy? Po co byłaś w szpitalu, po co chodzimy do pani doktor? Właśnie po to, żebyś słyszała, gdy tatuś mówi do ciebie - kocham cię - zakończył szeptem.
Danusia słuchała jak zaczarowana, uspokajając się zupełnie.
Moim sposobem na uspokojenie dziecka jest odwieczne przytulenie, pogłaskanie, poszeptanie "Ciiii... cichutko już"... I to zazwyczaj działa. Ale jak widać, są osoby, które potrafią dodać do tego odrobinę magii.
Gdy ostatnio wychodziliśmy z gabinetu, Danusia wciąż jeszcze pochlipywała, szczególnie usłyszawszy, że czeka ją kolejna wizyta za jakiś czas. Wtedy mój mąż przykucnął koło niej, wziął ją za ręce i zaczął mówić, stopniowo zniżając głos:
- Danusiu, wiesz po co my to wszystko robimy? Po co byłaś w szpitalu, po co chodzimy do pani doktor? Właśnie po to, żebyś słyszała, gdy tatuś mówi do ciebie - kocham cię - zakończył szeptem.
Danusia słuchała jak zaczarowana, uspokajając się zupełnie.
Moim sposobem na uspokojenie dziecka jest odwieczne przytulenie, pogłaskanie, poszeptanie "Ciiii... cichutko już"... I to zazwyczaj działa. Ale jak widać, są osoby, które potrafią dodać do tego odrobinę magii.
środa, 13 stycznia 2010
Prosto z Playboy'a
Pora trochę nadrobić zaległości blogowych :)
Zacznę od tego, że na początku grudnia Danusia miała operację migdałków. Wiązało się to z 3-dniowym pobytem w szpitalu, który minął prawie bezstresowo, a następnie z tygodniową rekonwalescencją, podczas gdy obie siedziałyśmy w domu. Nie powiem, było to bardzo miłe. Danusia czuła się bardzo dobrze. Taki dodatkowy "urlop" w okresie przedświątecznym to super sprawa, było trochę czasu na generalne porządki, w czym Danusia bardzo chętnie uczestniczyła - nie przesadzę mówiąc, że wprost wyrywała się do tego. Podczas gdy ja myłam szafki, Danusia szorowała lodówkę. Gdy skończyła, spojrzała na nią z zadowoleniem i powiedziała:
- Nooo teraz nasza lodówka wyglada sexy!
Roześmiałam się i zapytałam, skąd zna to słowo. Jak się okazało, od starszego brata. Ale nie bardzo wiedziała, co ono oznacza. Spróbowałam jej wyjaśnić o co chodzi, ale nie jest łatwo wytłumaczyć coś takiego pięciolatce... Chyba nie do końca mi to wyszło, gdyż po niedługim czasie również zmywarka była "sexy" :D
Nie zdziwcie się zatem, gdy na rozkładówce w Playboy'u zobaczycie zdjęcia naszej kuchni (oczywiście jeśli ktoś z Was ogląda rozkładówki w Playboy'u
)
Zacznę od tego, że na początku grudnia Danusia miała operację migdałków. Wiązało się to z 3-dniowym pobytem w szpitalu, który minął prawie bezstresowo, a następnie z tygodniową rekonwalescencją, podczas gdy obie siedziałyśmy w domu. Nie powiem, było to bardzo miłe. Danusia czuła się bardzo dobrze. Taki dodatkowy "urlop" w okresie przedświątecznym to super sprawa, było trochę czasu na generalne porządki, w czym Danusia bardzo chętnie uczestniczyła - nie przesadzę mówiąc, że wprost wyrywała się do tego. Podczas gdy ja myłam szafki, Danusia szorowała lodówkę. Gdy skończyła, spojrzała na nią z zadowoleniem i powiedziała:
- Nooo teraz nasza lodówka wyglada sexy!
Roześmiałam się i zapytałam, skąd zna to słowo. Jak się okazało, od starszego brata. Ale nie bardzo wiedziała, co ono oznacza. Spróbowałam jej wyjaśnić o co chodzi, ale nie jest łatwo wytłumaczyć coś takiego pięciolatce... Chyba nie do końca mi to wyszło, gdyż po niedługim czasie również zmywarka była "sexy" :D
Nie zdziwcie się zatem, gdy na rozkładówce w Playboy'u zobaczycie zdjęcia naszej kuchni (oczywiście jeśli ktoś z Was ogląda rozkładówki w Playboy'u
sobota, 14 listopada 2009
Biedroneczka
Zostałyśmy z Emilką same na weekend. Emi właśnie
przeszła ospę. Jest już wprawdzie zdrowiutka, ale zostały jeszcze liczne
kropeczki, które mogłyby odstraszać towarzystwo. Choroba minęła dość
spokojnie, obyło się bez gorączkowania. Wprawdzie krostki mocno
swędziały, ale Emi nie rozdrapywała ich. Jednak dziś zauważyłam, że
manipuluje przy strupku na policzku.
- Mamo, zobacz, ja zdejmę tą kropeczkę.
- Emilko nie ruszaj tego! Jak zdejmiesz, to zostanie ci dziurka, zobacz - ja też mam taką - mówię, pokazując jej ślad na czole. - Jak byłam mała, też byłam chora na ospę i sobie zdrapałam kropeczkę i została mi taka dziurka.
- Moje biedactwo... - mówi Emilka, przytulając mnie i całując mnie w czółko.
To było przemiłe, takie zaskakujące i czułe, aż mi głos odebrało.
W ten sposób niewielki ślad na moim czole zyskał wyjątkowe znaczenie :)

Emcia w kropeczki ;)
- Mamo, zobacz, ja zdejmę tą kropeczkę.
- Emilko nie ruszaj tego! Jak zdejmiesz, to zostanie ci dziurka, zobacz - ja też mam taką - mówię, pokazując jej ślad na czole. - Jak byłam mała, też byłam chora na ospę i sobie zdrapałam kropeczkę i została mi taka dziurka.
- Moje biedactwo... - mówi Emilka, przytulając mnie i całując mnie w czółko.
To było przemiłe, takie zaskakujące i czułe, aż mi głos odebrało.
W ten sposób niewielki ślad na moim czole zyskał wyjątkowe znaczenie :)
Emcia w kropeczki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)