Od jakiegoś czasu u mnie w pracy zapanowała moda na odchudzanie.
Wszystko zaczęło się od szefowej, która przeszła na dietę zasadotwórczą i już po dwóch tygodniach było widać efekty. Chociaż schudła, jak mówiła, dopiero 2 kg, to już ładnie wysmuklała i wyglądała dużo lepiej. Przy tym miała mnóstwo energii i tryskała dobrym nastrojem. Jej dieta polegała na jedzeniu wyłącznie owoców i warzyw, piciu dużej ilości wody, przy rezygnacji z kawy i herbaty i innych używek.
Pozazdrościłam jej szybkiego efektu i któregoś dnia, spontanicznie przerzuciłam się na owoce i warzywa. Poszło wbrew pozorom bardzo łatwo. Lato jest porą, gdy warzyw i owoców jest mnóstwo, są dorodne i tanie. Z kawy nawet nie próbowałam rezygnować, bo życie bez kawy, to co to za życie? ;)
Resztę dziewczyn też chyba wzięło, bo już żadna z nich nie przynosi do pracy kanapek, a jedynie jabłka, sałatę, marchewkę i pomidory :) Nie dotyczy to kolegów, którzy nadal żywią się tostami i pizzą z biedronki, a są niezmiennie od lat jednakowo chudzi.
Tak więc jutro mija miesiąc diety, a ja jestem o jakieś 4 kg lżejsza. Jupi! Dziś poprosiłam kolegów z serwisu o dorobienie dziurek w pasku od dżinsów, bo mi się skończyły. Wprawiło mnie to w świetny nastrój - 5 cm w pasie to już coś. A na wieszaku wisi źródło mojej motywacji - sukienka nienoszona od 3 lat, którą mam nadzieję założyć na wesele za miesiąc. Nawet udało mi się dziś w nią zmieścić, co już jest sporym sukcesem ;)
A propos diety, dzisiejsza wymiana zdań ze Stasiem:
- Stasiu, chudziaczku, mógłbyś trochę więcej jeść?
- Mamo, ale po co, żebym potem musiał się odchudzać, tak jak ty?
Jest w tym sporo logiki ;)
Mówią na nas Ladorusie. Jak się pewnie domyślacie, pochodzi to od naszego nazwiska. Ladorusie mieszkają w Toruniu, najpiękniej pachnącym mieście w Polsce.
Strony
czwartek, 13 września 2012
środa, 12 września 2012
Mocne postanowienie poprawy
Myślałam dziś trochę na temat mojego bloga i doszłam do wniosku, że zbyt dużo mi umyka. Wciąż coś się dzieje, a jak w końcu zasiadam do pisania, to trudno nadrobić zaległości i kończy się na mało efektownym streszczeniu lub wrzuceniu garści fotek. A przecież to, co najcenniejsze, to różne drobiazgi z powszedniego dnia, które szybko odejdą w niepamięć, jeśli ich nie utrwalę.
Wobec tego postanowiłam, że będę pisać co dzień, tak jak kiedyś. Choć parę zdań, albo nawet jedno, a treściwe, gdy brak czasu/ weny/ siły na więcej, niepotrzebne skreślić.
Na dobry początek, mała scenka ze spaceru w sympatycznym towarzystwie Magdy, Szymona i ich uroczej suczki Keaton.
Spacerując obserwujemy brzdąca, tak na oko 3-4 letniego, który pomyka na skuterze. Zdumiewający widok. Skuterek wyglądał, jak miniatura "dorosłego" pojazdu, a malec świetnie sobie radził.
Kawałek dalej napotkaliśmy dużego osobnika na dużym motorze, jakimś harleyu czy innym takim wypasionym.
Staś pokiwał głową w zadumie i westchnął:
- Tak szybko dorastają...
Wobec tego postanowiłam, że będę pisać co dzień, tak jak kiedyś. Choć parę zdań, albo nawet jedno, a treściwe, gdy brak czasu/ weny/ siły na więcej, niepotrzebne skreślić.
Na dobry początek, mała scenka ze spaceru w sympatycznym towarzystwie Magdy, Szymona i ich uroczej suczki Keaton.
![]() |
| Keaton |
Kawałek dalej napotkaliśmy dużego osobnika na dużym motorze, jakimś harleyu czy innym takim wypasionym.
Staś pokiwał głową w zadumie i westchnął:
- Tak szybko dorastają...
niedziela, 2 września 2012
Koniec wakacji
Zamiast smucić się końcem wakacji, powspominajmy, co miłego wydarzyło się w ciągu letnich miesięcy...
A od jutra sprężamy się, nie marudzimy, mężnie sprostamy dzienniczkom, wywiadówkom, zadaniom domowym, klasówkom... Udanego roku szkolnego!
| Nieplanowana kąpiel w Martwej Wiśle |
| Grillowanie pianek |
| Widać, jakie dobre! |
| Ekipa sprzątająca |
| Nareszcie ciepły dzień, można się wykąpać |
| Trening celności strzelania z procy - wygrał Tymek 4 pkt! |
| Mini-zoo w Karbówku |
| Rower dla duuużej rodziny :) |
| A to - rower wodny |
| Zzzzzimno... |
| Jupiii! |
| Impreza na Nowym Rynku |
| Wyścigi gąsek |
![]() |
| Samodzielne pieczenie pizzy u Wujka w pizzerii |
![]() |
| Luminarium - Skyway 2012 |
| Zoo w Oliwie, w tle słonie... |
| ...a tu żółwie |
| Spacer brzegiem morza |
| Plac zabaw w Orunii |
![]() |
| Klacz Domena bardzo przypadła Danusi do serca |
![]() |
| Po chwili strachu i płaczu, Emilce spodobała się jazda na kucyku Azji |
![]() |
| Staś na Temidzie |
![]() |
| Pingwiny z Madagaskaru |
![]() |
| Baranek Shaun |
![]() |
| Słodki :) |
![]() |
| Trzy kózki |
czwartek, 23 sierpnia 2012
Czy jest pani matką Stanisława L.?
Jest wtorek. Pracuję w pocie czoła. W tak upalnym dniu trudno, by było inaczej.
Dzwoni telefon. Na wyświetlaczu pokazał się nieznany numer.
- Słucham?
- Witam - odzywa się damski głos - Dzwonię ze Straży Miejskiej. Czy jest pani matką Stanisława L.?
Poczułam, jak opuszczają mnie siły. Co się stało Stasiowi? Zaginął, zabłądził, coś mu się stało? A może coś przeskrobał? Setki myśli kłębią się w głowie.
- Tak - odpowiadam słabym głosem.
- W takim razie proszę przekazać synowi, że jest zaproszony do Cinema City na wręczenie nagród za udział w konkursie plastycznym "Bezpieczne Wakacje".
Kamień z mojego serca łupsnął o ziemię, aż huknęło!
Jak się okazało, Danuta L. i Emilia L. również zostały zaproszone na tą imprezę. Obejrzeli film o Kubusiu Puchatku i wrócili niezmiernie zadowoleni.
A ja chyba uodporniłam się na telefony ze Straży Miejskiej ;)
Dzwoni telefon. Na wyświetlaczu pokazał się nieznany numer.
- Słucham?
- Witam - odzywa się damski głos - Dzwonię ze Straży Miejskiej. Czy jest pani matką Stanisława L.?
Poczułam, jak opuszczają mnie siły. Co się stało Stasiowi? Zaginął, zabłądził, coś mu się stało? A może coś przeskrobał? Setki myśli kłębią się w głowie.
- Tak - odpowiadam słabym głosem.
- W takim razie proszę przekazać synowi, że jest zaproszony do Cinema City na wręczenie nagród za udział w konkursie plastycznym "Bezpieczne Wakacje".
Kamień z mojego serca łupsnął o ziemię, aż huknęło!
Jak się okazało, Danuta L. i Emilia L. również zostały zaproszone na tą imprezę. Obejrzeli film o Kubusiu Puchatku i wrócili niezmiernie zadowoleni.
A ja chyba uodporniłam się na telefony ze Straży Miejskiej ;)
wtorek, 14 sierpnia 2012
Rozterki przyszłego tatusia
Danusia i Emilka są fascynatkami ozdobnych karteczek do segregatora. Mają tego mnóstwo, wymieniają się z koleżankami, oglądają, przekładają, gubią, bałaganią i tak w kółko.
Staś nie rozumie, jak można mieć, jak to on mówi "obsesję" na punkcie czegoś tak nudnego.
- Mamo, jak kiedyś moje córki będą chciały, żeby im kupić pierwsze karteczki do segregatora, to ja już mam plan. Bo kupowanie karteczek tylko dlatego, że inne dziewczynki to mają, to strata kasy. Więc powiem moim córeczkom, żeby zrobiły coś bardzo pożytecznego, na przykład posprzątały w pokoju i utrzymały porządek przez tydzień i dopiero wtedy im kupię.
Jestem pod wrażeniem wychowawczych koncepcji mojego synka.
Ale pewne analogie zmuszają mnie do zadania pytania:
- Stasiu, a co, jeśli twój synek poprosi cię o klocki LEGO?
- To mu kupię - wzrusza ramionami.
- I nie będzie musiał wykonywać żadnych zadań?
- Nie - odpowiada Staś.
- A dlaczego, skoro dziewczynki będą musiały najpierw na swój prezent zapracować?
- Bo klocki LEGO są cool...
I wszystko jasne.
Cóż, nad konsekwencją ten mój synek musi jeszcze popracować :)
Staś nie rozumie, jak można mieć, jak to on mówi "obsesję" na punkcie czegoś tak nudnego.
- Mamo, jak kiedyś moje córki będą chciały, żeby im kupić pierwsze karteczki do segregatora, to ja już mam plan. Bo kupowanie karteczek tylko dlatego, że inne dziewczynki to mają, to strata kasy. Więc powiem moim córeczkom, żeby zrobiły coś bardzo pożytecznego, na przykład posprzątały w pokoju i utrzymały porządek przez tydzień i dopiero wtedy im kupię.
Jestem pod wrażeniem wychowawczych koncepcji mojego synka.
Ale pewne analogie zmuszają mnie do zadania pytania:
- Stasiu, a co, jeśli twój synek poprosi cię o klocki LEGO?
- To mu kupię - wzrusza ramionami.
- I nie będzie musiał wykonywać żadnych zadań?
- Nie - odpowiada Staś.
- A dlaczego, skoro dziewczynki będą musiały najpierw na swój prezent zapracować?
- Bo klocki LEGO są cool...
I wszystko jasne.
Cóż, nad konsekwencją ten mój synek musi jeszcze popracować :)
środa, 11 lipca 2012
O złośliwości rzeczy martwych, kleju z gumiżelków i wróżce zębuszce
Od poniedziałku mam urlop, w związku z czym zepsuła mi się zmywarka. Mam wrażenie, że robi mi to co roku. Potem wraca samoistnie do normy, złośliwa bestia. A może to nie złośliwość, tylko niekorzystny wpływ wysokiej temperatury? Tak czy inaczej, godzinkę urlopu dziennie muszę spędzać przy zlewie.
Co gorsza, popsuła się również lodówka i to już dramat. Zamrażarka działa, ale w części górnej panuje temperatura zbliżona do pokojowej. O ile bez zmywarki da się funkcjonować, to bez lodówki już bardzo trudno, szczególnie latem, więc jeśli do jutra nie zaskoczy, przyjdzie nam jechać po nową. A myślałam, że limit wydatków nadprogramowych wyczerpał samochód, który też zrobił nam ostatnio przykry numer. Siła złego na jednego.
Staś odkrył ostatnio w TV kanał Da Vinci Learning i został natychmiast wiernym fanem. Polecam wszystkim młodym odkrywcom, naprawdę dużo fajnych rzeczy można się tam dowiedzieć. Pokazują też ciekawe doświadczenia, które dziecko może przeprowadzić samo lub z niewielką pomocą rodzica. Na przykład dziś robiliśmy klej z... misiów-żelków! Wystarczyło podgrzać kilka żelków z odrobiną wody i gotowe. Dzieci skleiły tym klejem moją porcelanową miseczkę i kurcze, trzyma! Zobaczymy, jak długo, jestem dobrej myśli.
...W tym momencie poszłam po aparat, zrobić fotkę mojej ślicznej, sklejonej przez dzieci miseczce i... aparat wyświetlił komunikat, że zoom nie działa i mam skontaktować się z centrum serwisowym. Zdaje się, że niedawno skończyła się gwarancja.
Czy powinnam zacząć się bać o pralkę i żelazko? Ech...
A z pozytywnych tematów, wczorajszym wydarzeniem dnia było wypadnięcie pierwszego mleczaka Emilki. Była bardzo podekscytowana tym, że już jest "prawie dorosła" oraz spodziewanym nadejściem wróżki zębuszki. Z niecierpliwością wyczekiwała na wieczór, by włożyć ząbek pod poduszkę. Oczywiście planowała przyłapać wróżkę na podkradaniu ząbka, ale wróżka zakradła się cichutko, gdy dzieci spały i dokonała czarodziejskiej wymiany ząbka na kilka monet. Cóż, że wróżka była sporo większa, niż dzieci sobie wyobrażają, ważne, że pieniążki są. Na brak magii też nie możemy narzekać.
Uwielbiam jak Emilka teraz sepleni. Specjalnie podrzucam jej do wymawiania słowa takie, jak "szeleszczący" albo "szczoteczka" i z lubością wsłuchuję się w ten leciutki poświst, który wkrótce zniknie. Dzieci zdecydowanie za szybko dorastają...
Co gorsza, popsuła się również lodówka i to już dramat. Zamrażarka działa, ale w części górnej panuje temperatura zbliżona do pokojowej. O ile bez zmywarki da się funkcjonować, to bez lodówki już bardzo trudno, szczególnie latem, więc jeśli do jutra nie zaskoczy, przyjdzie nam jechać po nową. A myślałam, że limit wydatków nadprogramowych wyczerpał samochód, który też zrobił nam ostatnio przykry numer. Siła złego na jednego.
Staś odkrył ostatnio w TV kanał Da Vinci Learning i został natychmiast wiernym fanem. Polecam wszystkim młodym odkrywcom, naprawdę dużo fajnych rzeczy można się tam dowiedzieć. Pokazują też ciekawe doświadczenia, które dziecko może przeprowadzić samo lub z niewielką pomocą rodzica. Na przykład dziś robiliśmy klej z... misiów-żelków! Wystarczyło podgrzać kilka żelków z odrobiną wody i gotowe. Dzieci skleiły tym klejem moją porcelanową miseczkę i kurcze, trzyma! Zobaczymy, jak długo, jestem dobrej myśli.
...W tym momencie poszłam po aparat, zrobić fotkę mojej ślicznej, sklejonej przez dzieci miseczce i... aparat wyświetlił komunikat, że zoom nie działa i mam skontaktować się z centrum serwisowym. Zdaje się, że niedawno skończyła się gwarancja.
Czy powinnam zacząć się bać o pralkę i żelazko? Ech...
A z pozytywnych tematów, wczorajszym wydarzeniem dnia było wypadnięcie pierwszego mleczaka Emilki. Była bardzo podekscytowana tym, że już jest "prawie dorosła" oraz spodziewanym nadejściem wróżki zębuszki. Z niecierpliwością wyczekiwała na wieczór, by włożyć ząbek pod poduszkę. Oczywiście planowała przyłapać wróżkę na podkradaniu ząbka, ale wróżka zakradła się cichutko, gdy dzieci spały i dokonała czarodziejskiej wymiany ząbka na kilka monet. Cóż, że wróżka była sporo większa, niż dzieci sobie wyobrażają, ważne, że pieniążki są. Na brak magii też nie możemy narzekać.
Uwielbiam jak Emilka teraz sepleni. Specjalnie podrzucam jej do wymawiania słowa takie, jak "szeleszczący" albo "szczoteczka" i z lubością wsłuchuję się w ten leciutki poświst, który wkrótce zniknie. Dzieci zdecydowanie za szybko dorastają...
poniedziałek, 2 lipca 2012
Komplementy zawsze w cenie
Jedziemy sobie autobusem do parku, ja i dzieciaki. Zajęliśmy 4 miejsca naprzeciwko siebie, a dzieci wyznaczyły dyżury, co ile przystanków zmiana, żeby każdy mógł posiedzieć obok mamy.
Tak sobie siedzieliśmy, rozparci wygodnie, dopóki w autobusie było pustawo, a później wzięłam Emilkę na kolana, zwalniając miejsce dla starszego pana.
Pan miał bardzo miły uśmiech, pomimo znacznych braków w uzębieniu. Od razu nawiązał kontakt z dziećmi, które nie bardzo rozumiały, co pan do nich mówi, ale z moją pomocą jakoś rozmowa się toczyła.
- I ta cała trójka to pani dzieci? - zagaił starszy pan.
- Tak - uśmiechnęłam się z dumą.
- Niemożliwe, w tym wieku już trójka?
- Haha - zaśmiałam się uprzejmie.
- Ale przyzna pani - drążył starszy pan - że to dość nietypowe, w tak młodym wieku mieć już troje odchowanych dzieci.
Powściągnęłam odruch sięgnięcia po lusterko (tym bardziej, że nie noszę go przy sobie), aby sprawdzić, czy mój nowy krem przypadkiem nie zdziałał jakiegoś cudu.
W młodszych latach ów pan był zapewne zdobywcą wielu kobiecych serc, bo wyraźnie galanteria weszła mu w nawyk.
A krem, jak to zwykle krem, niestety.
Tak sobie siedzieliśmy, rozparci wygodnie, dopóki w autobusie było pustawo, a później wzięłam Emilkę na kolana, zwalniając miejsce dla starszego pana.
Pan miał bardzo miły uśmiech, pomimo znacznych braków w uzębieniu. Od razu nawiązał kontakt z dziećmi, które nie bardzo rozumiały, co pan do nich mówi, ale z moją pomocą jakoś rozmowa się toczyła.
- I ta cała trójka to pani dzieci? - zagaił starszy pan.
- Tak - uśmiechnęłam się z dumą.
- Niemożliwe, w tym wieku już trójka?
- Haha - zaśmiałam się uprzejmie.
- Ale przyzna pani - drążył starszy pan - że to dość nietypowe, w tak młodym wieku mieć już troje odchowanych dzieci.
Powściągnęłam odruch sięgnięcia po lusterko (tym bardziej, że nie noszę go przy sobie), aby sprawdzić, czy mój nowy krem przypadkiem nie zdziałał jakiegoś cudu.
W młodszych latach ów pan był zapewne zdobywcą wielu kobiecych serc, bo wyraźnie galanteria weszła mu w nawyk.
A krem, jak to zwykle krem, niestety.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









