Strony

piątek, 9 grudnia 2005

Z A M Ó W I E N I E

Proszę o zrealizowanie poniższego zamówienia:
  • cysterna czasu,
  • dwa worki snu w wersji LUX, czyli z przyjemnymi marzeniami sennymi,
  • duże wiaderko pogody ducha (wg Waszej oferty - gwarantujecie dobry humor gratis)
  • 52 metry bieżące miłej atmosfery
  • dużą paczkę beztroski
  • 2 hektolitry miłości z domieszką troskliwości
  • przygarść miłych spotkań przy kawie
  • pojemnik błogości (rozmiar XXL, w spray'u)
  • 2 kartony dobrych pomysłów na każdą okazję
  • spore pudełko miłych niespodzianek
  • wielką księgę dobrych myśli
  • drzewko szczęścia
Towar proszę dostarczyć pod mój adres w dniu 01.01.2006 - do wykorzystania przez okres najbliższych dwunastu miesięcy. Proszę dobrze zapakować, aby nie uległ uszkodzeniu podczas transportu (uwaga na pogodę ducha - łatwo się kruszy!).

A płatność... proszę rozłożyć na raty. Jeśli zakładacie taką formę współpracy, najchętniej to odpracuję. Mogę zacząć od zaraz - może Mikołaj potrzebuje pomocników do pakowania prezentów świątecznych?

Z poważaniem,
A.L.

środa, 7 grudnia 2005

Syndrom dinozaura

Czasami mam wrażenie, że urodziłam się w innej epoce, tak bardzo świat zmienił się od czasów mojego dzieciństwa. Coraz więcej z otaczających mnie osób nie wie o czym mówię, gdy w rozmowie nawiązuję do lat 70-tych i 80-tych. Kto dziś jeszcze pamięta czasy, gdy:
  • w telewizji były dwa programy, a dziennik emitowano jednocześnie na obydwu, aby ktoś przez przypadek go nie przegapił,
  • jedynym dostępnym dezodorantem dla kobiet była Basia, o jadowicie zielonym kolorze, charakteryzujący się niezapomnianym, acz niezbyt zachęcającym zapachem,
  • chleb nie zawierał polepszaczy, a mimo to był wyrośnięty, miał twardą, błyszczącą skórkę i zapach, którego wspomnienie wywołuje zawrót głowy,
  • numer telefonu się wykręcało, a nie wystukiwało, a myśl o telefonach komórkowych była rodem z filmów science fiction,
  • czekolada nie była czekoladą, tylko mazistą substancją,
  • żeby wyjechać za granicę, zwłaszcza zachodnią, trzeba było się wykazać nienagannym życiorysem własnym i wszystkich krewnych, a ludzie z wyższym wykształceniem musieli nawet wpłacić wysoką kaucję, aby zrefundować ojczyźnie koszt ich studiów na wypadek, gdyby postanowili nie wracać,
  • pudełka po zagranicznych papierosach i puszki po piwie były obiektami kolekcjonerskimi,
  • bajką wszechczasów był "Biały delfin Um" (moim zdaniem do tej pory nic tej bajki nie przebiło),
  • polonez był marzeniem każdego kierowcy,
  • w kiosku można było kupić okrągłe lusterko ze zdjęciem idola,
  • komputery nosiły nazwy: ZX Spectrum, Atari, Commodore, a programy wczytywało się do nich z taśmy magnetofonowej, zaciskając kciuki, żeby się udało,
  • obowiązującym językiem w szkole był rosyjski,
  • sobota była normalnym dniem pracy i nauki,
  • kawa Murzynek pachniała tak intensywnie, że aż sąsiedzi zazdrościli, że ktoś ma kawę i ją pije,
  • szczytem mody były dżinsy "dekatyzowane",
  • w TV nadawano reklamy Prusakolepu, płynu Borygo i herbatki Paracelsus,
  • najważniejszą i najbardziej znienawidzoną osobą w państwie był Edward Gierek,
  • autobusy były zbliżone kształtem do beczek i jedynie najtwardsi wytrzymywali w nich dłuższy czas bez wymiotów,
  • lata były gorące, zimy były śnieżne, trawa była bardziej zielona, kasztany bardziej brązowe, ale całkiem możliwe, że tu moja pamięć działa wybiórczo...
I tylko jedno pozostaje niemal niezmienne przez te wszystkie lata: pudełka od zapałek.

wtorek, 6 grudnia 2005

Przerażacze

Przymierzyłam sukienkę, którą zamierzam założyć na Sylwestra. Leży całkiem nieźle. Postanowiłam zapytać o zdanie jedynego obecnego w domu przedstawiciela płci przeciwnej.

- Stasiu, jak wyglądam?
- Ładnie, bardzo ładnie! I nie przestraszysz Świętego Mikołaja!

Po namyśle zrezygnowałam z położenia się spać w tej sukience i założyłam normalnie piżamkę.

Rano okazało się, że to był błąd! Święty najwyraźniej przestraszył się i uciekł. I nie pogubił prezentów po drodze.

Dziecko jak zwykle miało rację...



poniedziałek, 5 grudnia 2005

Sprzątanie Marsa

Mój osobisty Marsjanin wrócił w sobotę z pracy ok. 20 wieczorem, zmęczony i głodny. Zobaczył nieład panujący w mieszkaniu i, normalna sprawa, wkurzył się. Jako że ja właśnie od jakiejś godziny próbowałam uśpić dzieci, mąż postanowił posprzątać na własną rękę. Wziął więc wielki worek i wrzucił do niego wszystko, co zaburzało jego poczucie porządku. W worku, oprócz zabawek, znalazły się:
- wyprasowane koszulki Stasia,
- jeden kapeć Dany, którego następnego dnia nie mogłam znaleźć,
- chrupki chlebek, porzucony przez dzieci,
- cukierki - groszki,
- odświeżacz powietrza w spray'u.

Że też ja na to nie wpadłam, że sprzątanie może być tak szybkie i łatwe! Wystarczy kupić duże worki - i jazda! Co prawda zgromadzone pod ścianami worki mogą trochę zaburzyć przyjęte ogólnie poczucie estetyki, ale co tam - kupi się jakieś ładne worki, w kwiatuszki na przykład - i będzie cool.

Ależ zjadliwa jestem dzisiaj... Ale to dlatego, że naprawdę było mi przykro. Bo sobota naprawdę była dla mnie ciężkim dniem, chociaż wolnym od pracy. Bo Staś miał dziwne problemy żołądkowe, wskutek czego zabrudził trzy komplety odzieży i trzy razy musiałam go kąpać. Bo w sobotę zawsze sprzątam do późnej nocy, a zaczynam gdy tylko uśpię dzieci, więc o 20 dom miał prawo być zapuszczony. Bo mąż nie zauważył, że w domu pachną świeżo wyprane firanki. Bo gdyby przyszedł pół godziny później, to bym zdążyła uśpić dzieci i chociaż trochę sprzątnąć. Co nie znaczy, że ma przychodzić z pracy później - ale więcej wyrozumiałości poproszę!

Marzę o tym, żeby mieć pięknie wysprzątany dom, dzieci zadbane, nakarmione, w kuchni zapach świeżo upieczonego ciasta. Staram się jak najlepiej wypełniać moje domowe obowiązki, ale naprawdę nie jestem supermanką!

Drogi mężu, zanim następny raz zrobisz takie show, najpierw trochę się zastanów, dobrze?

sobota, 3 grudnia 2005

Alternatywne źródło energii

Staś połączył kilka zestawów klocków LEGO i zbudował pojazd kosmiczny, będący połączeniem samochodu wojskowego, motolotni i armaty. Jak myślicie, co to jest?

- Mamusiu, to motolotnia z napędem batonowym!

Podobno to źródło energii jest wydajne, bezpieczne i tanie. Będzie Nobel?

piątek, 2 grudnia 2005

Nóżki dobrze doprawione

Praca mojego męża w dużej części polega na staniu (nie, nie jest fryzjerem). Zwłaszcza teraz, w sezonie przedświątecznym, jego nogi są narażone na spory wysiłek. Kupił więc sobie sól kosmetyczną, żeby nogi wieczorem wymoczyć. Staś zainteresował się tym zakupem (na szczęście jest już za duży, żeby próbować to jeść). Tak więc gdy chciałam go namówić na pójście spać, Staś zaprotestował:

- Mamusiu, muszę przecież zobaczyć, jak tatuś myje sobie nogi tym pieprzem!


czwartek, 1 grudnia 2005

Potwory i spółka

Danuśka jest świetnym towarzyszem Stasia zabaw. No... może z braku rówieśników. W każdym razie nie protestuje, gdy brat mówi do niej:

- Odejdź, okrutny goblinie!
- Walcz ze mną, ohydny smoku!
- Pokonałem cię, bagienny potworze!

Bagienny potwór wygląda tak:



Zdarza się też, że Staś rozgniewany na Danuśkę, mówi:

- Dana!!! Jesteś kripotwik!
- Stasiu, a co to znaczy kripotwik? - tudzież inne, równie pokręcone słowo, nie istniejące w ludzkim języku.

Staś reflektuje się i odpowiada grzecznym głosikiem:

- Kripotwik to znaczy: bardzo miła i kochana!

Ot, dyplomata...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...