Strony

wtorek, 5 kwietnia 2011

Łaciate

Emilka zajadając podwieczorek przygląda mi się, jak układam zakupy w lodówce.
W pewnej chwili mówi "mądralińskim" tonem:

- Mamooo, a wiesz, że mleko dają krówki?
- Naprawdę? A ja myślałam, że mleko się bierze ze sklepu - odpowiadam prowokująco.
- Bo wiesz, jest pan, który opiekuje się krówkami, i to on zawozi mleko do sklepu - odpowiada rezolutnie Emilka.
- Hmmm... A jak te krówki dają mleko? Którędy ono z nich wychodzi? - pytam, czekając na ciąg dalszy ciekawej rozmowy.
- No one mają takie dziurki, i takie coś cienkie i grube, i stamtąd to mleko pan zbiera do kartoników, zamyka je i zawozi. A te krówki mieszkają w stawach.
- W stawach?? - unoszę wysoko brwi.
- Tak, koniki i krówki mieszkają w stawach. Każdy ma swój staw - odpowiada córeczka.

Jejku... czym prędzej musimy odwiedzić jakąś wieś... Oczywiście Emilce pomyliły się tylko nazwy, nie myślcie, że uważa krówki za jakieś podwodne stworzenia. Ale i tak powinna zobaczyć to wszystko na własne oczy.

Chociaż, jak widać na poniższym obrazku, niektóre krowy nie stronią od szerokiej wody :)

 

poniedziałek, 21 marca 2011

Fabryka fabryk

Ostatnio Staś został fanem Discovery. Co prawda przerażają mnie nieco przedstawiane tam historie o meteorytach zmierzających prosto w naszą planetę, ale Staś dzielnie to znosi, prawie nigdy nie panikując z tego powodu.

Wczoraj Staś zadał mi filozoficzne pytanie, do którego natchnął go program pt. "Jak to jest zrobione":

- Mamo, a maszyny, które pracują w fabrykach, zostały wyprodukowane w innych fabrykach, prawda? I te maszyny do produkcji maszyn, też zostały wyprodukowane w innych fabrykach, przez maszyny wyprodukowane jeszcze w innych fabrykach. Więc ja się pytam, gdzie została wyprodukowana pierwsza maszyna do produkcji maszyn???

Hmmmm... Wygląda na to, że ta pierwsza maszyna musiała zostać stworzona :P

poniedziałek, 21 lutego 2011

Bajka o kurze gdaczce

Bajka wymyślona i opowiedziana mi przez Stasia podczas długiej podróży samochodem.
Ilustracje autora.


Była sobie raz kurka Gdaczka, która potrafiła fruwać najwyżej ze wszystkich kur na podwórzu. 
 
Pewnego dnia farmer ogłosił olimpiadę dla kur. Miały być trzy konkurencje: pierwsza - która z kur zje najwięcej ziarenek, druga - która zje najwięcej kapusty, a trzecia - która najwyżej pofrunie.
Gdaczka bardzo się ucieszyła, bo we wszystkich trzech konkurencjach była najlepsza.
 
Pierwsze zawody wygrała bez trudu. Podobnie drugie. Ale gdy przyszła pora na konkurs fruwania, Gdaczka była tak objedzona, że pofrunęła tylko na wysokość 3 milimetrów.
 





PS. Strasznie mi się podoba zdziwiona mina kury na tym dolnym obrazku :)

niedziela, 6 lutego 2011

"Włoska" sprawa




Danusia ma już włosy prawie do pasa. Są przyczyną wielu utrapień. Piski przy porannym czesaniu mnie dobijają, ale obie dziewczynki uparły się, by mieć długie włosy i są z nich bardzo dumne.

Podczas kąpieli, zwracam uwagę Danusi, że po spłukaniu nadal ma mnóstwo szamponu we włosach.

- No tak, bo mam takie długie i piękne włosy, że nawet szampon nie chce z nich zejść!

Grunt to skromność :D


poniedziałek, 27 grudnia 2010

Piepszoty ;)

Parę dni przed Świętami próbowałam (mało skutecznie) namówić dzieci, by się wzięły solidnie do porządków w swoich pokojach.

- Dzieci, zróbcie w pokojach miejsce na nowe zabawki, które przyniesie wam Mikołaj.
- No właśnie, bo dostaniemy nowe pepszoty - mówi Emilka.

Zamurowało mnie.

- Piepszoty? - pytam, myśląc, że to wpływ reklamy jakiegoś tam banku z Marysią Peszek.
- Pet-szopy - odpowiadają chórem Danusia i Staś.
- Uffff... - odetchnęłam. Wiem co to pet-shopy

A tak nawiasem mówiąc, ta reklama mi się wcale nie podoba, nic a nic.

Jako bonus, historyjka z Wigilijnej wieczerzy.

Moje dzieci już od dawna na pierogi mówią MAŁŻE. Bardzo trafna nazwa, prawda? ;)
Staś nie przepada za kapustą, ale ciasto pierogowe uwielbia, więc musiałam dokonać sekcji "małża", by środek zostawić sobie, a jemu oddać tylko "skorupkę".

- Mamo, jak znajdziesz perłę, to będzie moja - rzucił dowcipnie mój synek :)

Mam nadzieję, że mieliście wszyscy cudowne Święta. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Boli... tylko gdzie?

Wczoraj Emcia mówi do mnie żałosnym tonem:

- Mamuniu, tak bardzo mnie boli rączka! Bo pani w przedszkolu kazała trzymać rączkę na stole, gdy jemy. I od tej ceraty tak mnie teraz boli.

Utuliłam, ugłaskałam, pochuchałam, lekko rozbawiona tą ceratą.

- Jeszcze cię boli córeczko?

- Tak, bardzo mnie boli, o tu.

I po chwili zastanowienia dodaje:

- A nie, to nie ta rączka!


 

A tu Emcia ze swoją śliczną Chrzestną Mamą
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...